Szukaj:Słowo(a): zarobki nauczycieli angielskiego
Na marginesie neidawnej dyskusji:

Kto nauczy dzieci, ze "kot" to "cat"

Stoleczne szkoly nerwowo poszukuja anglistów. Brakuje ich w
kilkudziesieciu placówkach. Ale lektorzy nie chca pracowac w
budzetówce, bo na prywatnych lekcjach zarobia wiecej.

Pieniadze to podstawa

Tymczasem lektorzy nie chca pracowac w publicznych szkolach. Powód?
Zle zarobki. Nauczyciel stazysta moze liczyc na 700 – 800 zl na reke,
a lektor, który udziela prywatnych lekcji, srednio moze zarobic 3 tys.
zl. To wlasnie kwestie finansowe byly glównym powodem dla których
Justyna Borowiec, absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie
Warszawskim z dwudziestoletnim doswiadczeniem, nigdy nie zdecydowala
sie na prace w budzetówce.

– Mam dwoje dzieci, dom na utrzymaniu, wiec nie moglabym sobie
pozwolic na prace za male pieniadze – mówi. Jej glównym zródlem
utrzymania sa korepetycje, czasem dorabia w szkole jezykowej. – Ale to
ja ustalam, kiedy pracuje – podkresla.

W szkole nie zamierza tez uczyc Przemyslaw Swiecicki, student III roku
lingwistyki stosowanej na UW. Dla niego kwestie finansowe to tylko
jeden z powodów.

– Pracujac w prywatnej szkole jezykowej, bede mógl uczyc, ale nie
chodzic na rady pedagogiczne, spotkania z rodzicami czy dyzurowac
podczas przerw na korytarzach – wyjasnia. – Wazny dla mnie jest takze
stosunek uczniów do mojego przedmiotu. Dzieci przymuszane do nauki sa
oporne, niechetne, co utrudnia prace.

http://www.zw.com.pl/artykul/272667.html

A.L.


Ja chcilem powiedzic ze Fajnie Jest. I za Tak Dalej Trzymac.



Czy pan uwaza, ze w szkole mozna sie nauczyc angielskiego ? Za moich
czasow mialem w klasie jakies 30 osob i tyle wlasnie chodzilo na lekcje
angielskiego, a w takiej grupie to sie mozna nauczyc historii albo
biologii, poniewaz tych przedmiotow mozna sie uczyc samemu, w domu.
Jezyka obcego nie da sie nauczyc "solo".

Ja sie angielskiego uczylem na prywatnych lekcjach wlasnie z
nauczycielem jezyka angielskiego (z innej szkoly) oraz na zajeciach z
lektorami (Irlandczyk + Amerykanin) w grupie 6 osobowej.

Natomiast procz tego uczylem sie takze jezyka rosyjskiego (tylko w
szkole) i efekt jest takim, ze z angielskim sobie radze prawie tak jak z
polskim, a po rosyjsku umiem powiedziec "dzien dobry" i policzyc do 10.

Tak bylo jest i bedzie, co wynika ze specyfikacji naszego systemu
szkolnictwa. A oficjalne zarobki nauczycieli przedstawione w mediach to
bzdura (800 zl na reke w szkole + 3000 zl z korepetycji to daje juz
realne wyobrazenie o zarobkach nauczycieli, do tego praca lekka w
ciepelku i o wybranych przez siebie godzinach).



| piętnuję największych opierdalaczy i największych płaczków III RP!

No dobra, teraz to się wkurzyłam.
Uczę angielskiego. W gimnazjum. To mój 8 rok pracy.
Pracę moją uwielbiam i nie będę marudzić na chamskich uczniów,
zarobki itd. I tak najgorszą rzeczą w tej robocie są ci, którzy plują
jadem nic o niej nie wiedząc.



Ależ oczywiscie, nauczyciel jest bardzo egzotyczną postacią  i nic o nich
nie wiemy, oświeć nas,

 Rodzice, którzy uważają, że to ja mam wychować ich

dziecko. Opiekunowie, którzy sądzą, że wychowawca musi być dostępny
24/7 i dzwonią o 20 w niedzielę naskarżyć na dziecko sąsiada.



nie wciskaj nam kitu, to nie jest film,

I tych,

którzy uważają, że o wiele lepiej wiedzą jak długo zajmuje mi
przygotowanie zajęć, zebrań, konkursów, wystawy, gazetek,
prezentacji, kółka oraz ile czasu spędzam na radach, komisjach,
zespołach nauczycielskich, szkoleniach, warsztatach metodycznych itp.
O ilości przygotowywanych papierów już nie wspomnę.
Poza tym, praca fantastyczna i bardzo wdzięczna. Jeśli się lubi to co
się robi.



bardzo emocjonalne i zero konkretów.
wujek món postarał się to ubrać w liczby, a ty podajesz nam subiektywne
uczucia zmęczonej nauczycielki.
pokaż mi te godziny, napisz ile prowadzisz klas ile maja godzin w tygodniu,
co z maturalnymi klasami, które w kwietniu kończa zajęcia, no i wielka
zagadka, co robisz między 22.06, a 02.09.

moon

On 18.09.2008, citizen Tomasz Wójtowicz testified:


| Weź np. lekarza - 6 lat studiował, pracuje w szpitalu, życie ludziom
| ratuje, więc mądry jest, nieprawdaż?
| Gdyby był taki mądry, to by się na tych studiach nauczył angielskiego i
| teraz w Londynie zarabiał 60tys rocznie. Ale jeśli nie chce emigrować, a
| taki niby mądry, to czemu głupek tak mało płatny zawód wybrał?

| Prostackie bardzo.

Dokładnie.

W ten sposób rozumując jak Farbiszewski, to w ogóle może nie powinniśmy
kształcić lekarzy i nauczycieli bo marnie się w tych zawodach zarabia.



A to niby nie jest logiczne? Jak ktoś chiał zostać wolontariuszem,
to proszę bardzo. Ale jak ktoś myślał, że będąc wolontariuszem będzie
miał kasę na życie na przyzwoitym poziomie, to ja przepraszam, ale
on jest po prostu głupi. Albo wolontariat, albo zarobki.

Państwowa służba zdrowia i edukacja upadną wtedy z powodu braku siły
roboczej. Bogaci będą leczyć się prywatnie i kształcić dzieci w
prywatnych szkołach, a zwykłe społeczeństwo nie będzie mieć nic.



A niby NFZ nie podpisuje kontraktów z prywatnymi klinikami?
Te prywatne kliniki nie wykonują roboty taniej i lepiej?
Co do szkolnictwa, to załatwi to bon oświatowy. Jeszcze
zlikwidować ZUS i KRUS, w 100% zastępując PTE i OFE.

bart

Od d?u?szego czasu przygl?dam si? grupie- z racji zamieszkania od
"zarania dziejów" w regionie.Tematy s? ró?ne lepsze ,s?absze-ogólnie w
miar? ciekawe.Ze swojej strony jestem ciekawy reakcji grupowiczów na
histori?,króra ma bezpo?redi zwi?zek ze mn?.Otó? jakie? pó? roku temu

rasa gór?"na lekcji j?zyka angielskiego.Nauczycielem by? cz?owiek
pochodzenia afryka?skiego.Moim zdaniem by? to wybryk m?odzie?czy,który
owszem nale?a?o w jaki? sposób ukara?.Jakie? by?o moje zdziwienie,gdy
po wezwaniu do szko?y dowiedzia?em si? z ust pana Dyrektora,?e mój syn
zostaje wydalony ze szko?y za ten?e czyn.Chcia?bym podkre?l?,?e moja
wizyta w szkole by?a pierwszorazowa i nigdy wcze?niej szko?a nie
sygnalizowa?a o jakimkolwiek problemie.Podczas rozmowy z panem
Dyrektorem ten?e pan stwierdzi?,?e nie mo?e traktowa? takiego
zachowania (z czym si? oczywi?cie zgadzam),dlatego te? "musi wyrzuci?
ucznia ,?e szko?y a pozostawi? murzyna nauczyciala",bo ci??ko znale??
kogo innego na to miejsce przy obecnych zarobkach w szkolnictwie.Tak
te? si? sta?o- w po?owie roku szkolnego!!!! Moje pytanie brzmi:Czy
dyrektor mia? prawo tak uczyni??Gdzie typowo pedagogiczne
podej?cie?Dlaczego rodzice dowiaduj? si?o fakcie,gdy wyrok ju? zapad??
Podleśniczy. 6 lat stażu pracy, wykształcenie wyższe, =podyplomówka (druga w trakcie)- wynagrodzenie miesięczne ok 1400 netto + 300 rozjazdów
Czy to są niezłe zarobki?



Nauczyciel, 22 lata stażu, wykształcenie wyższe, ciągłe dokształcanie - angielski, 1800 netto, minus umundurowanie, minus premie, minus mieszkanie słuzbowe.
A to są niezłe zarobki ?
Właściciel ZUL.a, technik leśnik, obsługuje 2.5 leśnictwa, zatrudnia średnio 20 osób, 2000 netto.
A to są niezłe zarobki ?

Pozdrawiam

zul
Właściwie to chciałam studiować filologię angielską, ale w ostatniej chwili złożyłam jednak na stosunki międzynarodowe. Doszłam do wniosku, że język angielski zna właściwie każdy i podejrzewam, że musiałabym pracować jako nauczycielka za nędzne grosze, a przecież chciałam być tłumaczem.



Znać angielski a być filologiem to dwie różne sprawy.
Kilka luźnyxh uwag...
Angielski zna wielu ludzi, ale niewielu z nich na takim poziomie aby tłumaczami być.
Nauczyciel w prywatnej szkole lub na korkach marnych groszy nie zarabia. (wiem z doświadczenia
Anglista to dużo bardziej przyszłościowy zawód niż SM - owiec. Pracę masz pewną, przynajmniej do 2050 r., kiedy to skończy sie boom na angielski a zacznie na hiszpański.
Ale...
Jeśli nie masz talentu pedagogicznego, albo jeśli Cię to nudzi (patrzysz tylko na zarobki) to sukcesu jako nauczyciel (cały czas mam na myśli prywatne lekcje ) nie osiągniesz i będziesz się męczyć, a z Tobą uczniowie.
Żeby zostać tłumaczem trzeba bardzo ciężko pracować i pamiętać że nie zawsze bedzie sie tlumaczyć ciekawe rzeczy takie jak np. prace doktorskie z mikrobiologii .
Fajnych zleceń trzeba szukać samemu i mozna je znalezć.... tylko trzeba być bardzo cierpliwym.

Jeśli chodzi o SM to nic nie jest pewne, trzeba byc obrotnym, przedsiebiorczym i wiedziec czego sie chce... zreszta, wszystko te okreslenia padly tu juz tysiace razy.
Studentka SM i Anglistyki.
Podzieliłem was na dwie grupy, może sie spotkacie, może nie zależy od humoru MG . Do 30 czerwca będę odpisywał codziennie, potem będzie z tym różnie. Oczywiście rekrutacja cały czas otwarta jakby ktoś sie chciał przyłączyć. No to (jak mówi mój nauczyciel od angielskiego) Ready study? GO! - czy jakoś tak

Satan, Niesławny Franko Inkwizytor
Nie wiecie co przyprowadziło was do wioski "Różowy Pluszak". Desperacja? Głód? a może chęć zarobku? W każdym mąć razie nie czujecie się tu bezpiecznie, wszędzie dominuje kolor różowy , a dachy pokryte są dziwnym różowym "meszkiem". Na ulicach zobaczyliście przytulających się mężczyzn, a w oddali słychać szatański śmiech Dody. Wioska jest dość duża właściwie to taka mała mieścina. Znajdują się tu dwie karczmy jak zdążyliście zauważyć "Pod Rozepchanym Analem" i "Pod Dwoma Chłopakami". Narazie macie czas wolny.

Chupi, Mithrandirek
Właśnie dotarliście do Dren-arkh - najbrzydsze miasto świata. Stolica tutejszego imperium, jeżeli coś takiego można nazwać imperium. Smród miasta można było wyczuć już pare kilometrów przed miastem. Mają tu najgorsze piwo na świecie, lecz i tak wszyscy je piją. Imperator, jeżeli można tak nazwać 6 letnie despotyczne dziecko, który tu mieszka - nie robi nic żeby sytułacje w mieście poprawić. Trafiliście do dość obskurnej oberży "Pod Krzysztofem"(- nie wiem dlaczego, ale to imie zawsze mnie śmieszy ), na ścianach są grzyby, dziury w dachu wielkości beczki od piwa. Macie czas wolny - sie wplątajcie sami
Oczywiście nikomu tego nie zabraniam. Jeżeli faktycznie ktoś ma na oku świetny angaż, w świetnej firmie, albo chociaż jest to faktycznie niesamowicie perspektywiczne stanowisko, to jasnym jest ze nie ma co czekać. Należy podejmować takie wyzwania. Gorzej jeżeli jedzie się do takiej Anglii bo np. nie wiadomo za co się zabrać w Polsce, albo po to azeby po prostu podjąć obojętnie byle jaką prace która będzie za sobą niosła wysokie, na polskie warunki, wynagrodzenie.



Uważam, że jeżeli miałabym się zdecydować na pracę za granicą to z pewnością nie byłaby to praca przy obieraniu ziemniaków w angielskiej kuchni, bo tam zarobię 10 razy tyle niż tu jako przykładowo nauczyciel. Jeżeli zdarzyło by się tak, że w naszym kraju nie znalazłabym niczego godnego uwagi, a praca która np. trafiłaby się za granicą odpowiadałaby moim kwalifikacjom i zainteresowaniom, to czemu nie. Zawsze warto próbować i dalej się rozwijać niż stanąć w miejscu, a po czasie się cofać.
Nie rozumiem natomiast postawy takowej oto, ze lepiej wyjechać i szorować podłogi w barze francuskim niż żyć tutaj, nawet jeśli zarobek będzie nie porównywalny. Człowiek nie po to kończy studia, żeby potem wykonywał pracę niegodną jego wykształceniu, chyba że nie ma innej możliwości, ale to już inny temat. W takim wypadku sądzę, że lepiej pozostać w Polsce i zarabiać 5 razy mniej niż tam będąc traktowanym jak śmieć.
Wszakże to nie chodzi tylko o zarobki, liczy się też godność.
murgen >>> pisząc idylla miałem na myśli to, że idziesz i po kilku dniach znajdujesz pracę. u nas szukasz miesiącami i bez pleców nic nie znajdujesz. zarobki na początku zapewne są śmiesznie niskie ale to chyba normalne biorąc pod uwagę to, że jesteś gadzin a na dodatek na okresie próbnym :]. na początku liczy się to aby był kąt, pieniądze na jedzenie i....wystarczy. później jakoś pójdzie zwłaszcza jeśli chodzi o wszelakie dobrocie pokroju tv czy innej elektroniki, która przecież jest niewyobrażalnie tania (sam się zdziwiłem widząc wielkie lcd za 18k Y)

powiedz jeszcze jedno - jak u Ciebie wyglądała sprawa komunikacji. znasz polski, angielski i francuski ale nie znasz tego jedynego (podobni zresztą jak i ja). z relacji innych osób wynikało, że jak Japończyk usłyszał coś po angielsku to albo się zawieszał albo uciekał. prawda to?

btw
wszechobecny seks jaśniej proszę

Rounin >>> czyli oddelegowanie przez uczelnię a istnieje coś innego? coś na kształt zwykłych ofert pracy, które człowiek zaklepuje tu na miejscu. pytam, bo kiedyś dla żartu podskoczyłem do okienka w UP pytając gdzie są oferty zagraniczne a gdy zapytałem czemu nie ma nic z dalekiego wschodu pani za szybką zrobiła minę jakbym miał ją zaraz utopić w rosole

ps.
nauczyciel języka - dobra rzecz tylko bym się chyba trochę pogubił. dlaczego? u mnie byłoby to mniej więcej tak - Polak uczący Japończyka języka niemieckiego z opracowaniami po angielsku
Jedna nauczycielke spotkales i juz twierdzisz, ze wszyscy tak robia? Proponuje Tobie zamilczec bo takich kretynizmow dawno nie slyszalem. .



Kobieta o której mowie nie ma nawet 30lat I nie pracuje w żadnej szkole językowej czy cos w tym stylu, ot indywidualne korepetycje. Jak widać wystarczy chcieć, a można nieźle zarabiać. A nie olac, zapisać się do związków (które w obecnej formie, sa największą zaraza w kraju).
Ja rozumiem, nauczyciel angielskiego, niemieckiego czy matematyki, ma lepsza okazje by dorobić niż ten od polskiego, ale chyba taka osoba sobie od początku zdawala z tego sprawe.
Mam brata na anglistyce, jak się zdecyduje zostać nauczycielem, możemy za kilka lat powrócić do rozmowy o zarobkach.
Z tą szkołą to od dawna tak jest. Za dużo wiedzy ogólnej. Nawet gdy się jest w klasie profilowanej trzeba się uczyć innych nie związanych z profilem przedmiotów. Edukacja to podstawa rozwoju gospodarczego ale nauczyciele myślą o swoich zarobkach oraz przywilejach i nie ma komu się o to upomnieć.


To chyba zależy od szkoły O ile przedmioty takie jak historia, polski czy j. obce są potrzebne na każdym profilu, o tyle nie widzę sensu posiadania umiejętności obliczania stężenia molowego roztworu, czy znajomości układu rozrodczego na profilu z rozszerzoną matmą, informatyką i angielskim
1
obecnie chodzę do 2 gimnazjum.
nie cierpię swojej szkoły.
uczę się dobrze, mam najlepszą średnią w klasie 5.0. ale kiedyś nie było tak kolorowo,. nie chodzi o oceny, one zawsze były bardzo dobre, ale o wkład w naukę. teraz uczę się bardzo mało, a oceny są takie jak kiedyś, kiedy duuużo się uczyłem. mój kolega patrzy na mnie z zazdrością, gdy mówię, że popołudniami często się nudzę, gdy on się 'wiecznie' uczy. dużo wynoszę z lekcji i zapamiętuję.
ale gimnazjum nie lubię też z powodu nauczycieli. w sp uwielbiałem język polski. miałem świetną nauczycielkę. teraz mam taką strasznie wkurzającą belferkę, która nie dość, że sprawia wrażenie, jakby nie miała pojęcia o polskim, nie potrafi zaciekawić, poza tym mówi gwarą, co mimo bycia Ślązakiem, gryzie moje uszy. czuję się tak trochę jak uśpiony talent polonistyczny. może nie talent. polonistka z sp mówiła, że mam potencjał, ale do dziś nie wiem, co miała wtedy na myśli. raczej nie pisarski, nie wiem, nauczycielski? może to i dobrze, biorąć pod uwagę zarobki polonistów w naszym kraju. nie lubię też plastyki. nauczyciel nie rozumie, nie podoba mu się mój styl malowania. totalnie mnie zabija jemu podobają się jakieś obciachowe, wieśniackie kwiatki, koniki, które wyglądają bardzo sztucznie. ja maluję od serca, taką zamaszystą linią. nie lubię, gdy wszystko ma kontury, gdy wszystko jest zaznaczone, ma granice. on tego nie rozumie. ale moje rysunki ogólnie rzecz biorąc są ładne. tu czuję się też taki trochę nierozwinięty, nie malowałem już nic od dawna , choć mam materiały. nie można umieć wszystkiego, ale czasem zdarza mi się o tym rozmyślać.
jedynym plusem są chyba lekcje angielskiego.
Mieszko, mozna spytac czym sie zajmujesz?



Jest to napisane w moim dossier.

Mówisz o specjalistycznych zawodach, a co z ludźmi nie posiadającymi takich kwalifikacji



2700 zł miesięcznie to średnia krajowa. Jak ktoś nie ma kwalifikacji, to wiadomo, że jest pod kreską. Nie mniej, jeśli oboje rodzice w takiej 4-osobowej rodzinie pracują, to wydatki na poziomie 2500 zł są w ich zasięgu. Dzisiaj w pierwszej lepszej, przyzwoitej pracy (nie mylić z siedzeniem na kasie w hipermarkecie albo z robotą w McDonaldzie ) na dzień dobry dostaje się już 900 zł na rękę, a co dopiero, jak się pracuje już jakiś czas.

Moja dziewczyna (świeżo po studiach i półrocznym stażu w rybnickim UM) intensywnie szuka ostatnio pracy i wszędzie, gdzie się wybiera (w salonie TPSA, w sklepie z odzieżą ciążową itp.) są właśnie takie pensje (900 zł na rękę). Po kilku latach w takim miejscu mogłaby już spokojnie liczyć na 1200 zł (tyle zarabia moja przyjaciółka w salonie łazienkowym). Jeśli bym teraz i ja znalazł sobie pracę w moim zawodzie (tłumacz/nauczyciel języka angielskiego), to też mógłbym liczyć na co najmniej podobne zarobki (w prywatnych szkołach odpowiednio wyższe). W ten sposób, wspólnie przekroczylibyśmy te 2500 zł miesięcznie.
...Nie pasuje im w Służbie Zdrowia niech idą do BIEDRONKI Tam będą mieli lepiej



hm... a są tam wolne miejsca? wiem, że są lub niedawno były w Lidlu...
W Biedronce panie są miłe i często uśmiechnięte, więc chyba faktycznie mają tam całkiem dobrze... już lata temu pewna zdeterminowana pracownica wywalczyła im to na drodze prawnej

Nauczycielom, zwłaszcza młodym, sugeruję dobre opanowanie języków obcych - zagranica przyjmie was z otwartymi ramionami i europejskimi zarobkami
W niektórych krajach nawet nie będzie potrzebna bardzo dobra znajomość języka (np. angielskiego), bo trzeba będzie głównie uczyć dzieci polskich imigrantów - no, może znajomość arabskiego i ich kultury by się jeszcze przydała
Pasztet, właśnie o tym piszę.

Jasne, że powinna być kwota "bazowa" zarobków.
Resztę powinny regulować dodatki. Są samorządy, które dają nauczycielom mieszkania, a są szkoły gdzie takiego komfortu nauczyciele nie mają. Nawet szkoły wiejskie proponują różne warunki pracy i współpracy.
Za szkoły odpowiadają samorządy otrzymując odpowiednie subwencje z Ministerstwa, reszta leży w ich gestii i jest regulowana przez dodatki.
W moim kochanym Kozłowie samorząd przeznaczył i "trzymał" mieszkanie dla nauczyciela j. angielskiego. Nie dla nauczyciela biologii, czy geografii.
To co, może mamy tu do czynienia z dyskryminacją ?

Nauczyciele się również kształcą w wielu kierunkach i to niczyja wina, że jest grupa nauczycieli niezadowolona. Co by było gdyby większość kształciła się na kierunkach polonistycznych ?
... .
To zapotrzebowanie głównie reguluje popyt. Popyt, podaż.
Nie można chyba wpadać w skrajność, i wymagać aby nauczyciele mieli zagwarantowane komfortowe warunki pracy i płacy, bo się długo uczyli na studiach.
A kto się nie uczył ?
Lekarze, pielęgniarki, policjanci, naukowcy, nawet bibliotekarki.
Mam np. dokument wg. którego to nauczyciele Kozłowscy otrzymują co roku "premię" od samorządu, w wysokości np. /b]
- [b]3800 zł. !!!
Dodatkowo wójt ustalił dodatek miesięczny - motywacyjny.
Są to "dodatki", więc nie są uwzględnione jako wynagrodzenie za pracę.
I w Kozłowie strajku nie było. Zajęcia odbywały się.
W formie rozrywkowo-sportowej. Ale do oficjalnego strajku nie przystąpili.

Ciekawe dla czego ??
Mają dość pieniędzy ??
Niestety ,ale to jest przeciętne myślenie polskiego nauczyciela. Powiedz mi dlaczego mam się uczyć geografii skoro jestem fizykiem?? Powtarzam jeszcze raz kraje europy zachodniej mają wykształconych specjalistów z jednej tylko dziedziny i im z tym dobrze, efektywność pracy jest wyższa a nasi specjaliści są wykształceni średnio z wszystkich dziedzin co lepsze?? Im to wystarczy nam też powinno. A co do pracy umysłowej to moja droga nie wiem ile zarabiasz ,ale mój kumpel skończył budowlankę w Krakowie i inkasuje już od roku 3700 zł netto na budowie - czy jest to dla was cios drodzy nauczyciele ,że koleś ,który nie ma zielonego pojęcia o niczym, który umie tylko budować domy bije was na głowę pod względem zarobków?? Wybaczcie tą uszczypliwość ,ale nauczyciele starej daty nie obrażając nikogo nic nie rozumieją, są przeżarci przez tamten system. Korzystajmy z wiedzy kogoś komu jest w życiu lepiej. Wymagajmy od fizyka znajomości matematyki, informatyki, angielskiego, fizyki i tylko tyle nie wymagajmy od niego aby znał historie, biologie, ekonomię od tego będą inni specjaliści. Tylko poprzez zawężenie poziomu nauczania do profilu możemy pchnąć wiedzę do przodu ,albowiem tylko wtedy stworzy się kadry specjalistów znających się perfekcyjnie na dany temat. A oni będą znakomicie się uzupełniali w danych dziedzinach. Na szczęście osób myślących tak jak ja przybywa z rokiem bardzo dużo a myślących tak jak wy ubywa i kiedyś to się zmieni...
Nie myl mój Drogi nauczyciela informatyki od informatyka!!!!! To zasadnicza różnica!!! Skończyłam tylko podyplomowo nauczanie informatyki w szkole Aczkolwiek, nie powiem żebym sobie nie dorabiała- prowadzę kursy, ale to i tak nie wystarcza na moje górskie potrzeby Poza tym dobrze mi w szkole, mam małe dziecię i mogę mu poświęcić więcej czasu No dooooobra już nie będę narzekała na zarobki, rzeczywiście chyba nie powinnam... A co do Twojego typu.... Hmmm... francuski, niemiecki czy angielski to też języki, a jednak polonista się z nimi nie identyfikuje Ale byłeś blisko, zaiste! Lecz strzał nie był w dziesiatkę
Interesuje mnie ile może zarabiać lekarz w UK, taki pracujący w przychodni. Ostatnio nauczyciel od angielskiego w mojej szkole, powiedział nam na lekcji, że taki lekarz zarabia 100 tysięcy funtów na miesiąc. Nie uwierzyłam, bo to kosmiczna suma. Na rok jestem jeszcze w stanie uwierzyć, ale nie na miesiąc ! Powiedziałam mu o tym, a on zaprzeczył ! Wiecie coś na temat zarobków lekarzy w UK ?
czasem prawda jest taka, że praca fizyczna na zachodzie
może być mniej uwłaczająca niż praca umysłowa w kraju
- miałam okazję obserwować jak na przykład wygląda
praca w naszych instytucjach kulturalnych
(a nawet popracować trochę)
i warunki bywają czasem uwłaczające...
tak samo jest zresztą we wszystkich instytucjach finansowanych
przez państwo (szkoły, szpitale etc.) - warunki pracy poniżej
krytyki i żenujące zarobki

druga sprawa: to już nie te czasy, kiedy zachód oferuje
Polakowi wyłącznie pracę fizyczną, człowiek dobrze wykształcony
i operatywny spokojnie może zatrudnić się w swoim zawodzie

trzeba tylko wiedzieć, co chce się robić,
rozejrzeć się jakie możliwości realizacji
w danej dziedzinie daje nasza ojczyzna,
jakie zachód i wtedy zdecydować

oczywiście wiadomo, że ktoś, kto nie zna angielskiego,
nie zostanie dziennikarzem czy nauczycielem w UK
- podstawą musi być solidne wykształcenie w odpowiednim
kierunku, bez względu na to czy się chce pracować tu czy tam
Ja tu jestem przygotowywany na kosiarza, więc Ci powiem Cypek, że fonetyki byś nie zdała z angielskiego . Pewnie zostanę nauczycielem i będę się mścił, że zostałem narzędziem systemu i będę kosiarzem. Nie żartuję- łatwa robota- dostajesz program, całe lekcje masz w książce i lecisz. Ale małe zarobki- a to najważniejszy skarb- edukacja. Szkoda tylko, że uczymy się tego czego nie chcmey.[/b
Moja Kariera :

- w liceum, parę promocji w supermarketach,
- kelnerka, sezonowo w restauracyjnych ogródkach na starówce (całkiem niezły zarobek - te napiwki)
- po urodzeniu córeczki - sprzątanie w banku i mieszkaniach pracowników (zagranicznych) różnych firm.

Potem długo długo nic.......
- korepetycje z angielskiego, wyciągałam uczniów z trój
- zastępstwa w szkołach (za nauczycieli angielskiego)
- rok pracy jako lektor angielskiego w przedszkolach (ze 4 miałam) , ale tak jak Ratka, nie mam autorytetu, po prostu dzieciaki rozpuszczam.

No i kombinowałam długo, nie mając już co włożyć do garnka, wymyśliliśmy z ukochanym własną firmę.

No i mija rok, całkiem nieźle nam idzie no i mam świadomość ża na siebie pracuję, a po za tym lubię to co robię. Czasem pracuję do 12, przy komputerze, ale jestem zadowolona.
Można by to nazwać... hmmm, handlowiec, specjalista do spraw kontaktów z klientami, przedstawiciel, jak kto woli

A jestem jedną nogą pedagogiem specjalnym
Czesc Belfry!!
Szukam kontaktu z jakimis polskimi nauczycielami ktorym udalo sie dostac prace w angielskiej szkole.Potrzebuje zweryfikowac informacje na ten temat gdyz obecnie nie ma nic nowego na forum (nie tylko tym), a chcialabym sprobowac. Bardzo prosze o jakiekolwiek informacje(jak szukac pracy, gdzie sie skierowac, jakie sa realne szanse, zarobki, atmosfera itp), moze znacie kogos
Dziekuje z gory
A nauczyciele narzekają na niskie zarobki, ja bym dużo dał za pracę po 30 godzin w tygodniu maks, z wolnymi sobotami, masą świąt, 2 miesiącami wakacji... w sumie czemu nie, mogę uczyć informatyki xD Albo angielskiego, przynajmniej do niedawna jeszcze mogłem, nie wiem jak teraz...

I znowu wycieczki klasowe, tylko tym razem picie z wuefistą a nie za jego plecami
Artykuł w jednej z francuskich gazet... "

Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu.
Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat.
Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik.
Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami.

Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu.
Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!)
Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.
Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza.

Polacy..! Jak wy to robicie..?"

ciekawey jest nasz kraj

tak na marginesie to ostatnio słyszałem że
Giertych powiedział, że jak nie będzie pieniędzy na podwyżki
dla nauczycieli, to się poda do dymisji. Chyba jeszcze nigdy
nauczyciele nie czuli się tak rozdarci wewnętrznie...
podobne paradoksy sa tez i w wielu krajach, nie tylko w Polsce, ja znalem Anglika operatora roznych maszyn budowlanych co zarabial na reke tygodniowo prawie 1000 funtow, a glab byl z niego niesamowity, po ichniej zawodowce, na tej samoj budowie angielski civil engineer mial z 800 funtow, ktory sie musial ksztalcic kilka lat;
we wloszech nauczyciel zarabia mniej iz robociarze budowlani, i podobne zarobki sa w wielu krajach, paradoksy; im wiekszy glab tym lepiej zaraba to taki swiatowy paradoks;
z mojej podstawowkowej klasy tacy co to najlepsze oceny mieli owczesne "2+" "3-" "3=" dzisiaj zarabiaja calkiem dobre pieniadze;

Sycylia to musi wygladac niezle, dojechalem na poludnie Wloch najdalej do Neapolu, i juz syf jaki tam panowal zniechecil do podrozy dalej na poludnie, aczkolwiek mi mowiono ze Neapol jest super w porownaniu z Kalabria, a ta o wiele lepiej wypada z Sycylia, a o tej mi mowiono ze rudery stoja jedna na drugiej, i gruzy zburzonych domow w trakcie ostatniej wojny leza do dzis, nikt nie uprzatnal, no i syf jest potworny;

w Melbourne zas jest czysto, smieci z rzadka leza na chodniku, a sa ludzie co i bosa w cbd chodza i sie nie pokalecza;
Heh, mnie dodatkowo od studiowania muzyki odstręczyła wizja wyladowania w szkole



Mnie nie odstrasza uczenie w szkole muzycznej. Gdybym miała np. uczyć angielskiego czy niemieckiego w zwykłej szkole (co robi znakomita większość mgr-ów językowych), to... nie, nie, nie! Ale gdybym miała sześciu czy tam iluś uczniów w swojej klasie organów, to nie miałabym nic przeciwko. Zdążyłam już przyjrzeć się pracy nauczycieli instrumentu głównego. Niezbyt stresująca, w dodatku taki nauczyciel może wykazywać się inicjatywą, organizując np. audycje organowe, spotkania z muzyką itp. Z zarobkami podobno różnie bywa, ale nie najgorzej. Do tego można dorobić w jakimś kościółku
Niedawno przeprowadziłam się do NL. Zaczęłam się uczyć języka.

Czy możliwe jest, aby po opanowaniu języka w stopniu bardzo dobrym móc pracować w Holandii.

Jakie studia trzeba skończyć, aby móc pracować jako nauczyciel angielskiego lub nauczanie początkowe.

I jeszcze mam pytanie, czy ktos wie, jak wygląda praca w przedszkolu, jakie studia potrzebne i jakie są zarobki?
Brakuje 4-5 osób zeby zacząć wieczorną klasę angielskiego w collegu w South Shields. Poziom Entry 1-2. Polecam, super nauczyciel.

Cena cos około 20 funtów za semestr, za egzaminy płaci college. W przypadku zarobków ponizej 15000 lekcje za darmo.

http://www.stc.ac.uk/
Tuż po studiach poszłam na rok pracować do szkoły, zarobki były marne, jako nauczyciel angielskiego zarabiałam niecałe 1000 zł z nadgodzinami (27 godz) Na szczęscie od kilku lat prowadzę działalność gospodarczą , uczę ang (j.biznesu) . Na zarobki nie narzekam, współpracuję z kilkoma szkołami językowymi i sama jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem


Mój Witek chodził do szkoły społecznej w pierwszej klasie, z uwagi na dość specyficzne z nim problemy (ADHD, o którym w tamtych czasach jeszcze się nie mówiło). Woziłam go przez prawie całe miasto z maleńką Agnieszką w nosidełku naiwnie sądząc, że w 8-osobowej klasie nauczyciele znajdą czas a przede wszystkim chęci na tzw. indywidualne podejście do dziecka-ucznia. Rozczarowaliśmy się z mężem bardzo - szkoła była nastawiona na zarobek preferując dzianych rodziców na "stanowiskach". Dzieci mogły się nie uczyć, byleby nie było z nimi problemów. I tak obserwowałam przez jakiś czas małych snobów, dla których jedynym chyba tematem rozmów były przetargi, czyi starzy mają więcej kasy i kto ma lepsze/droższe ciuchy. Pierwszą klasę Witek skończył już w szkole rejonowej i wcale nie żałuję tej decyzji.
czy dobrze jest jak jest kiedy chodzi w rożne miejsca, nawiazuje różne kontakty,znajomości,rozwija się spolecznie,znajduje kilka różnych grup rówieśniczych,potrafi odnaleźć się w różnych środowiskach..


Wg mnie dobrze. Szkołom prywatnym - po moich doświadczeniach - mówię stanowczo "nie", choć przyznam szczerze, że gdyby chodziło akurat o Asię prawdopodobnie wzięłabym pod uwagę argumenty Kasi S. i rozważyłabym temat raz jeszcze, gdyż już teraz jest ciężko pogodzić przedszkole, angielski i rehabilitację...Mam jednak nadzieję, że pobliska szkoła podstawowa posiadająca tytuł Szkoły z Klasą nic z tej klasy nie straciła od czasów, gdy chodziły do niej moje starsze córki i nie będziemy mieć z tatą Asiolka dylematów. Wspomniana szkoła ma klasy integracyjne.
Obecnie kwalifikacjami do nauczania w szkołach jest CAE oraz kurs metodyczny, który można zrobić np. w Centrum Edukacji Nauczycieli. Są to kwalifikacje wystarczajace jedynie do roku 2006 - od 2006 roku osobą z kwalifikacjami będzie tylko osoba po studiach językowych - filologia angielska lub kolegium językowe. Jeżeli szkoła nie znajdzie nauczyciela z wykszt. wyższym może zatrudnić osobę po kursach (np CAE)ale będzie ona traktowana jako nauczyciel bez kwalifikacji, co wiąże się z najniższymi zarobkami wśród nauczycieli i niemożnością awansowania na nauczyciela kontraktowego czy mianowanego - co również łączy się z zarobkami. Pozdrawiam.
Tomasz J. wyskrobał(a):

Od d?u?szego czasu przygl?dam si? grupie- z racji zamieszkania od
"zarania dziejów" w regionie.Tematy s? ró?ne lepsze ,s?absze-ogólnie w
miar? ciekawe.Ze swojej strony jestem ciekawy reakcji grupowiczów na
histori?,króra ma bezpo?redi zwi?zek ze mn?.Otó? jakie? pó? roku temu

rasa gór?"na lekcji j?zyka angielskiego.Nauczycielem by? cz?owiek
pochodzenia afryka?skiego.Moim zdaniem by? to wybryk m?odzie?czy,który
owszem nale?a?o w jaki? sposób ukara?.Jakie? by?o moje zdziwienie,gdy
po wezwaniu do szko?y dowiedzia?em si? z ust pana Dyrektora,?e mój syn
zostaje wydalony ze szko?y za ten?e czyn.Chcia?bym podkre?l?,?e moja
wizyta w szkole by?a pierwszorazowa i nigdy wcze?niej szko?a nie
sygnalizowa?a o jakimkolwiek problemie.Podczas rozmowy z panem
Dyrektorem ten?e pan stwierdzi?,?e nie mo?e traktowa? takiego
zachowania (z czym si? oczywi?cie zgadzam),dlatego te? "musi wyrzuci?
ucznia ,?e szko?y a pozostawi? murzyna nauczyciala",bo ci??ko znale??
kogo innego na to miejsce przy obecnych zarobkach w szkolnictwie.Tak
te? si? sta?o- w po?owie roku szkolnego!!!! Moje pytanie brzmi:Czy
dyrektor mia? prawo tak uczyni??Gdzie typowo pedagogiczne
podej?cie?Dlaczego rodzice dowiaduj? si?o fakcie,gdy wyrok ju? zapad??



Kodowanie sobie ustaw na początek, bo mi (i nie tylko mi) krzaki wychodzą.

Myślisz, że wszystko jest w porządku? Myślisz, że syn nie zrobił nic złego?
Otóż zrobił głupotę i to wielką. Gdyby taki napis umieścił w szkole, gdzie
nie ma czarnoskórego nauczyciela to może i by mu to płazem uszło. Ale on

coś obraźliwego na konkretną inną nauczycielkę - Pani XXX jest pani K***ą! I
nie ma tu znaczenia, że wcześniej nic złego nie zrobił. Może zrobił, ale Ty
o tym nie widziałeś. W każdym bądź razie to było stanowczo za dużo jak na
realia tej szkoły (przeiceż zatrudniają czarnoskórego nauczyciela i są
wyczuleni na przejawy rasizmu!). Podziwiam dyrekcję za odwagę, której
decyzja musiała być niełatwa.

domyslam sie dlaczego niektorzy nie chca pisac o swoich sukcesach a co za tym idzie zarobkach
wiele zawisci i zazdrosci jest w polakach, spotkalem sie z tym wiele razy przez te 2,5 roku, ktore jestem w UK. Spotykalem sie z tym rowniez i w Polsce ale coz.. na szczescie wiecej znam przypadkow, gdy ktos zamiast mowic Ty masz to, Ty masz tamto a tamci maja sramto – mysli o tym aby rowniez miec cos wiecej, mysli uzywajac glowy a nie konsoli do gier lub alkoholu. Wiele osob zachlysnelo sie tym, ze nie trzeba pracowac po 18 godzin i mozna godnie zyc wiec przestali od siebie wymagac. A szkoda, poniewaz naprawde chcac mozna wiele osiagnac. W Polsce moze z tym gorzej ale jestesmy tu i wiemy wszyscy, ze tu jest wiecej mozliwosci.

co mi tam, ja rowniez napisze stanowiska i zarobki o ktorych wiem od zrodla oraz swoje:

sprztatanie luksusowych domow Dickens Heath, Solihull i okolice – 6F netto
sprzatanie biur wieczorami – 6F netto
praca w biurze w szpitalu – 6,5F netto
Tesco – wykladanie towaru na nocce 7.30F netto
administrator danych w firmie w jednym z business parkow zarzadzajacej flotami samochodow – 9Fnetto
egzaminator – Online invigilator - GCSE, OCR, City&Guilds, EDEXCEL w college – 7.5Fnetto – jako casual
polaczone stanowisko Data Analysis Clerk z Manager Administrujacy Egzaminami Online [przetlumaczone najlepiej jak potrafie poniewaz ang. nazwa nic nie mowi ] – 12Fnetto + zwrot kosztow paliwa + dodatkowo 100F miesiecznie na fundusz emerytalny

a przy okazji jest praca do wziecia:
egzaminator – Online invigilator - GCSE, OCR, City&Guilds, EDEXCEL w college – 7.5Fnetto – jako casual
dobry angielski (kontakt z angielskimi dziecmi i nauczycielami), praca latwa i przyjemna choc bardzo odpowiedzialna. niestety casual wiec zalezy ile godzin miesiecznie ale mozna dorobic od 150 do nawet 400 funi na miesiac
po szczegoly prosze na prv.
kurde nauczycielom trza uciąć bo nic nie musza robic..



chyba nawet sobie nie zdajesz sprawy jak ciężka i stresująca jest to praca
wiem co nie co o pracy na kopalni, ponieważ w trakcie studiów byłem na kilku kopalniach jest to faktycznie ciężka praca, ale górnik w przeciwieństwie do nauczyciela po skończonej dniówce wraca do domu i kończy na tym rozmyślania o pracy
natomiast nauczyciel wracając do domu niestety nie może sobie na to pozwolić i nadal musi żyć pracą poświęcając jaj nadal kilka godzin swojego życia za co już nikt mu nie zapłaci. dla wyjaśnienia także mam w rodzinie trzech górników, dziadek i ojciec byli też górnikami, ale nie uważam, iż należy im się status świętej krowy, choć czasem odnoszę wrażenie, że taki właśnie mają

nie rozumie jak można domagać się aby jakiejś grupie zawodowej obniżyć zarobki chyba jedyna grupa jakiej by można to kochani politycy

no ale rozumie, że nie przepadasz za szkołą
oczywiście nie warto się uczyć i należy pogardzać nauczycielami bo przecież uczyli się tyle lat a zarabiają wielkie g.
po za tym nie znają się nic nie robią a uczyć się nie trzeba bo jak się coś zawali to Roman i tak ogłosi amnestię

zapomina się tylko o tym, że to właśnie nauczyciele kształtują nowe pokolenia i od tego czy będą odczuwać zadowolenie z warunków pracy czy tylko frustrację zależy bardzo dużo

tak na marginesie to miałem w rodzinie dwóch nauczycieli moja siostra była nauczycielem angielskiego zaś kuzynka niemieckiego aktualnie jedna pracuje na stacji benzynowej w Dublinie druga w restauracji w Berlinie jeżeli nadal tak to będzie wyglądać i zawód nauczyciela nie będzie szanowany i godziwie wynagrodzony to chyba będziemy musieli zatrudniać nauczycieli zza wschodniej granicy bo nasi wyjadą szukać szczęścia na zachodzie podobnie jak pielęgniarki

tak więc nawoływanie, żeby obniżyć i tak nie wielkie pensje nauczycielom uważam za skandal !
Jestem na etapie intensywnego poszukiwania pracy. Byłam już na kilku rozmowach, mówili, że zadzwonią - nie zadzwonili A wydawało mi sie, że dobrze poszło. Co ja robię źle?
Szukam pracy w biurze, chociaż jedyne doświadczenie jakie mam to produkcja, ale nie chcę całego życia spędzić pakując mięso, wiem, że stać mnie na więcej. Ale jak ja mam to udowodnić pracodawcy?
Wczoraj zawiozłam podanie do biura, ogłoszenie brzmiało "poszukuje osoby do biura z dobrą znajomością języka angielskiego". Pytałam czy mają jakieś dodatkowe wymagania, czy trzeba znać jakieś specjalne programy komputerowe, na co pani (bardzo miła) odpowiedziała, że nie trzeba, że oni mają swój wewnętrzny program, bardzo prosty (do fakturowania) i że każdy jest w stanie się go nauczyć. Interesuje ich tylko język angielski. To potrafię. Mam licencjat z angielskiego i 2 lata spędziłam wśród angoli, więc wydaje mi się że mam szansę, ale boję się że znów coś palnę. Może są tu jacyś pracodawcy - na co zwracacie uwagę? Czy charakter człowieka też gra rolę? Mam pokazać, że jestem fajną dziewczyną z poczuciem humoru, czy mam być śmiertelnie poważną profesjonalistką? Zależy mi na tej pracy jak cholera, ale jak przekazać to pracodawcy, żeby nie wyszło błagalnie? Zawsze pytają dlaczego nie szukam pracy w zawodzie "nauczyciel". Bo kurwa nie i koniec! Bo nie chcę! Nie lubię - nie widzę się w tym. Ostatnio chyba umoczyłam podając wynagrodzenie, którego sie spodziewam. Zażyczyłam sobie 1500zł netto, to była praca w Krakowie, tam zarobki są większe. Jak facet usłyszał kwotę to się skrzywił. No to co ja mam powiedzieć? Że chętnie popracuję za 800zł? Z czego połową wydam na przejazdy.
Nich mi ktoś coś podpowie, jak ja mam się sprzedać?
Pitman Training w Norwich, we wspolpracy z brytyjska siecia szkol jezykowych Learndirect, maja zaszczyt oglosic poszerzenie swojej oferty o finansowany przez angielski Rzad trening w zakresie nauki jezyka angielskiego (od poziomu podstawowego do zaawansowanego) i matematyki.
Wszystkie kursy koncza sie egzaminami i w efekce kwalifikacjami akredytowanymi przez pracodawcow w calej Anglii.
Zdobycie brytyjskich kwalifikacji z pewnoscia bedzie mialo pozytywny wplyw na polepszenie perspektyw w kwestii pracodawcow, zarobkow oraz miozliwosci nauki w szkolach wyzszych (poprzez spelnienie warunkow przyjecia czyli tzw. 'entry requirements')
Aby zdobyc panstwa zaufanie pragniemy nadmienic, ze Pitman Norwich zostal tegorocznym laureatem 'Best ESOL Training Award' dzieki wyksztalceniu polskiej uczennicy - Joanny Chrabaszcz.
Dodatkowa zacheta moze byc fakt, ze jeden z naszych obecnych pracownikow (Mariusz Wojtowicz) pochodzi z Polski, jest wykwalifikowanym (zarowno w Polsce, jak i w Anglii) nauczycielem i bedzie nadzorowal proces Waszej nauki.
Wszystkie nasze kursy sa elastyczne, zarowno pod wzgledem ilosci czasu jaki poswieca sie na nauke jak i godzin nauczania. Przez trzy dni w tygodniu nasza szkola jest otwarta do godziny 19.30, co powinno pozwolic nawet tym zapracowanym, jak i majacym zobowiazania rodzinne, znalezc czas na nauke.

Po zakonczeniu nauki mozliwym jest ubieganie sie o nasza rekomendacje wsrod partnerow Pitman Norwich (jak np. agencje posrednictwa pracy) oraz referencje (przydatne podczas szukania nowej pracy).

W tym momencie nauka jest mozliwa tylko w naszej szkole w Norwich, jednak w przypadku duzego zainteresowania lub konkretnych ofert od pracodawcow jestesmy w stanie nauczac rowniez 'offsite' czyli w np. miejscach pracy. Jesli myslisz, ze Twoj pracodawca moze byc zainteresowany nasza oferta przeslij do nas jego dane kontaktowe.

Kontakt z Pitman Norwich:

e-mail: mwojtowicz@pitman-norwich.co.uk
tel: 01603 619769
e-mail: norwich@pitman-training.net
Pitman Training
2 Recorder Road
Norwich
(na rogu Prince of Wales Road, przy moscie)

Mapa: http://maps.google.co.uk/...hl=en&tab=wl&q=
Widac, ze takze na forum dominuje zestaw angielski-niemiecki. To troche utrudnia start zawodowy w zyciu, bo wiekszosc osob wybiera wlasnie ten zestaw /trudniej byc oryginalnym/. Takie sa przynajmniej moje wnioski z lektur cv. Z drugiej strony znajomosc dwoch jezykow obcych jest juz standardem. Strach pomyslec co bedzie standardem za lat 10.

Zestaw angielski-francuski albo angielski-hiszpanski jest bardzo rzadki, a pracy dla osob ze znajomoscia tych jezykow jest sporo. Oczywiscie niemiecki + inny tez daje prace ale ograniczona geograficznie /raczej Niemcy i Polska/.

Rosyjski jak juz ktos wspomnial to rzeczywiscie jezyk przyszlosci. Dzisiaj wyjazd do pracy do Rosji to trudna decyzja. Zarobki sa bardzo wysokie ale placi sie za to wysoka cene. Polacy, jak i wszyscy obcokrajowcy, zyja w enklawach. Strzezone osiedla, ochroniarze itd. Nie potrafie tez sobie wyobrazic wychowywania dzieci w Rosji. Niemniej jednak za kilka lat bedzie to juz bardziej cywilizowany kraj i nawet - jesli nie bedziemy tam jezdzic po prace - to bedziemy tam wysylani w delegacje przez krajowych pracodawcow.

Sporo osob wspominalo o kursie jezyka japonskiego. Czy to tak dla szpanu czy moze bardziej przemyslany wybor ?

Co do Jamesa Pottera. Znam osoby w jego wieku, ktore znaja swietnie jezyk angielski. To jest po prostu wynik determinacji, dobrego nauczyciela i pewnie wspolpracy rodzicow. Poziom CAE mozna osiagnac w 2 lata uczac sie regularnie dwa albo trzy razy w tygodniu po 2 godziny. Poziom CPE jest osiagalny po 4 latach. Malo ktory anglik jest w stanie zdac CPE. Wiec to juz jest wystarczajaca rekomendacja.

Znam angielski, niemiecki i rosyjski. Chcialbym nauczyc sie francuskiego, hiszpanskiego, wloskiego i chinskiego. Bede szczesliwy, jesli uda mi sie nauczyc dwoch z wymienionych 4.
Nico zgadzam się z tobą jak i z innymi w tym temacie. Ale problem też tkwi w jakości jak i sposobie nauczania, a chodzi mi o uczących. Dla przykładu ja miałem to szczęście że trafiłem na super nauczyciela z chemii w liceum i także świetnego z biologii i tak lata nauki z tymi przedmiotami naprawdę mijały mi przyjemnie, ponieważ potrafili zachęcić do tego przedmiotu, pokazać że nauki nigdy nie jest za mało i że może być przyjemna. Tak że teraz jestem nawet wstanie coś sobie z nich Nico i Profsie przypomnieć
Natomiast fizyka, matematyka, historia, wos, j. angielski, j. rosyjski to była istna kotostrofa.
Albo się spało na tych lekcjach (j. angielski, wos, historia, j. rosyjski) albo zastanawiało co ten nauczyciel do ciebie mówi (matematyka, fizyka. . . )
Dla przykładu, mój kolega który chodził ze mną do jednej klasy w gimnazjum był słaby z maty bo nauczycielka terroryzowała nie tylko jego ale i mnie i wielu moich przyjaciół.
Poszedł ów do liceum profilowanego bodaj mechatronika czy coś takiego, tam uczył go świetny facet od maty i tak się przy nim „otworzył” że dostał się na studia na politechnice wrocławskiej na wydział matematyka ze specjalnością statystka i jak się okazuje jest jednym z lepszych w grupie...

Też nie chcę osądzać nauczycieli, bo mogę wyobrazić sobie tylko że nauka paskudnych bachorów może być nie tyleż trudna co czasami wręcz niewykonalna, a program trzeba też zrealizować który w grafiku ma zapisany. . . (i jeszcze pojawia się problem uzbrojonego w maczugę rodziciela bo ten usłyszał od swojej latorośli że pan Kafka coś tam złego na jego temat powiedział). I jeszcze do tego, często nauczyciele nie mają motywacji, bo zarobki są psie, czy wręcz skandaliczne niskie, a ryzyko zawodowe jest wielkie. . .

Najlepiej jakby wypowiedział się ktoś kto uczy, bo to on obcuje na co dzień tworząc pierwszy front MON’u przed klasą uczniów.

A co do ilości przedmiotów to zgoda że jest ich zdecydowanie za wiele, a zwłaszcza np. w liceum o ustalonym profilu np. historia-wos ... gdzie często na równi jedziesz z histą, wosem, chemią, matą, biologią i fizą... i pół biedy jak nauczyciele z przedmiotów nie profilowych zrozumieją was i dadzą wam pewnej fory, a jak natraficie na jakieś Gryzli to nie jest dobrze.
1
obecnie chodzę do 2 gimnazjum.
nie cierpię swojej szkoły.
uczę się dobrze, mam najlepszą średnią w klasie 5.0. ale kiedyś nie było tak kolorowo,. nie chodzi o oceny, one zawsze były bardzo dobre, ale o wkład w naukę. teraz uczę się bardzo mało, a oceny są takie jak kiedyś, kiedy duuużo się uczyłem. mój kolega patrzy na mnie z zazdrością, gdy mówię, że popołudniami często się nudzę, gdy on się 'wiecznie' uczy. dużo wynoszę z lekcji i zapamiętuję.
ale gimnazjum nie lubię też z powodu nauczycieli. w sp uwielbiałem język polski. miałem świetną nauczycielkę. teraz mam taką strasznie wkurzającą belferkę, która nie dość, że sprawia wrażenie, jakby nie miała pojęcia o polskim, nie potrafi zaciekawić, poza tym mówi gwarą, co mimo bycia Ślązakiem, gryzie moje uszy. czuję się tak trochę jak uśpiony talent polonistyczny. może nie talent. polonistka z sp mówiła, że mam potencjał, ale do dziś nie wiem, co miała wtedy na myśli. raczej nie pisarski, nie wiem, nauczycielski? może to i dobrze, biorąć pod uwagę zarobki polonistów w naszym kraju. nie lubię też plastyki. nauczyciel nie rozumie, nie podoba mu się mój styl malowania. totalnie mnie zabija jemu podobają się jakieś obciachowe, wieśniackie kwiatki, koniki, które wyglądają bardzo sztucznie. ja maluję od serca, taką zamaszystą linią. nie lubię, gdy wszystko ma kontury, gdy wszystko jest zaznaczone, ma granice. on tego nie rozumie. ale moje rysunki ogólnie rzecz biorąc są ładne. tu czuję się też taki trochę nierozwinięty, nie malowałem już nic od dawna , choć mam materiały. nie można umieć wszystkiego, ale czasem zdarza mi się o tym rozmyślać.
jedynym plusem są chyba lekcje angielskiego.


Witam, najwyższa pora rozwinąć skrzydła i wyjść poza to co zlecają w szkole. Niejedna osoba ma potencjał z którym nic nie robi, bo oceny przychodzą same. Jeżeli zamiast się nudzić popołudniami, zajmiesz się czymś: co Cię interesuje, bawi, coś co Cię zaintrygowało, pojawi się satysfakcja, do tego wystarczą chęci.
ps ja to bym Ci dał popalić, żebyś się w domu nie nudził
Pozdrawiam i powodzenia
A ja jeszcze nie wiem... Ale myślę, że odnalazłabym się w roli nauczyciela, choć przerażają mnie ich małe zarobki.

Nauczyciel matematyki lub jęz.angielskiego.
ADWOKAT, PRAWIE PRAWIE PRAWIĄCY PRAWIDŁA PRAWA postanawia zarobić na swoje utrzymanie. Szukając annałów dawnego prawodawstwa zachodzi do antykwariatu, w którym zupełnym przypadkiem znajduje się OGROMNY DZIURKUJUĄCY DZIURKACZ TWORZĄCY DZIURKOWANE DZIURKI. Jako że ADWOKAT, PRAWIE PRAWIE PRAWIĄCY PRAWIDŁA PRAWA ma wyczulony zmysł wyszukiwania okazji na zarobek, natychmiast oskarża go o naruszanie własności intelektualnej swojego klienta, tj. mojej, jako że to ja pierwszy stworzyłem koksa o nazwie powtarzającej wyrazy pokrewne. Jako że OGROMNY DZIURKUJUĄCY DZIURKACZ TWORZĄCY DZIURKOWANE DZIURKI dziurki jest narzędziem biurowym, nie jest w stanie się zbyt skutecznie bronić i zostaje dożywotnio zamknięty w wiezieniu o stępionym rygorze.
Heimdall, twój KOKS został zamknięty przezz mojego prawnika. W pełnym majestacie prawa.

KOKSY W GRZE (3): DARMOWY I POZBAWIONY OGROMNEJ ILOŚCI BŁĘDÓW PINGWINEK LINUKS, DRAŃ STARY; ZIUTEK, NIEPOWSTRZYMANY ARCYFAN DUKE NUKEM FOREVER, ADWOKAT, PRAWIE PRAWIE PRAWIĄCY PRAWIDŁA PRAWA

KOKSY NA GROBOWISKU (7): BOJÓWKA NACHLANYCH SAMOOBROŃCÓW - ZABÓJCÓW; STARY, ZGRZYBIAŁY, DENNY NAUCZYCIEL ANGIELSKIEGO KRZYSZTOF S.; ZMUTOWANA PRZEZ CHAOS KRYSTYNA Z GAZOWNI; STAROŻYTNY, ZARDZEWIAŁY, KRASNOLUDZKI ROZPIERDZIELATOR +20; BEZZĘBNY, BEZPAZURZASTY, ŁYSY, ŚLEPY TARRASQUE; OSTOJA TECHNIK POLSKIEGO REŻIMU KOMUNISTYCZNEGO, TJ. GOSPODARZ DOMU STANISŁAW ANIOŁ, SIERŻANT CHORAGWI PANCERNEJ JAN TUSKI

KOKSY ZDEZINTEGROWANE (8): GRUBY NIEMIECKI ŻOŁDAK W PIKIELHAUBIE, STARA SPLEŚNIAŁA BUŁKA Z MASŁEM, Martwy Kot Szczęściarz Pochowany W Pudełku W Lesie, KHRISHNA - CZTERORĘKI PERKUSISTA ROCKOWY, SZARY KAMIEŃ Z CZERWONYMI OCZAMI, ŚMIERDZĄCA SKARPETA DESTRUKCJI, WIELKA I DŁUGA JAK CHOLERA WIĄZKA ŚWIATŁA, JAN "ZE ZŁOTYM PISTOLETEM, KTÓRY NIE UMIERA NIGDY" BŁOND, ANTYEWOLUCYJNY WAWELSKI SMOK GIERTYCHA; OGROMNY DZIURKUJUĄCY DZIURKACZ TWORZĄCY DZIURKOWANE DZIURKI
Odniosę się do kwestii 9-klasowych szkół. Ja chodziłem jeszcze (jako ostatni) do podstawówki 8 klasowej. Mimo że dotrwałem do 6-tej klasy (więcej mi ministerstwo nie pozwoliło ). Po pierwsze - było to 8, a nie 9 klas, a najgorsze rzeczy dzieją się z ludźmi na przełomie 2-3 klasy gimnazjum. Druga sprawa - fala - przez te parę lat ludzie się bardzo zmienili.
[i tu dygresja]
Zauważyłem coś takiego - kiedy byłem dzieciaczkiem w klasach nauczania początkowego, zarówno ja jak i moi rówieśnicy mieli szacunek dla ludzi dorosłych, jak i dla kolegów z najstarszych klas. Wtedy słowo "8-klasista" budziło respekt - nikt nie odważył się powiedzieć złego słowa na kogoś z 7-8 klasy. Uczniowie najstarszych klas też jakoś szczególnie nie czepiali się dzieciaków. Były jakieś incydenty, no ale to normalne w grupie kilku tysięcy uczniów.
Jak jest teraz? Byłem jakiś czas temu coś załatwić w jednej z podstawówek i co? Kilku gówniarzy sięgających mi do łokci coś krzyczy w moim kierunku, bluzgają jak ja kiedy się konkretnie wnerwię. Kiedyś coś takiego było nie do pomyślenia... A w gimnazjum? Skoro już dzisiaj słyszy się sygnały, że "koledzy stukali koleżankę" na jakiejś lekcji, czy na przerwie w kiblu albo ćpają Bóg wie co na przerwach, to boję się co by się stało jakby jeszcze podstawówkę do tego dołączyć. Oczywiście nie mówię, że w gimnazjach jest tylko to Ale incydentów jest coraz więcej.
Podejrzewam, że zmiany wśród dzieci i młodzieży nie wynikają z reformy oświaty, a z pewnych "zachodnich" tendencji społecznych. Więc sam nie wiem co byłoby lepsze - gimnazjum i podstawówka połączona, czy rozłączona. Ale więcej argumentów przemawia jednak za rozłączeniem.
[/koniec dygresji]

Sprawa uczenia się na zmiany. Byłem na szczycie wyżu demograficznego i niestety wielu moich znajomych tego doświadczyło. Głównie z tego powodu zmieniłem podstawówkę. Kiedy dowiedziałem się, że miałbym kończyć o 17 parę dni w tygodniu, to decyzja była natychmiastowa - rodzice przenieśli mnie do "czwórki", gdzie zajęcia kończyłem max. o 14. Dzięki temu mogłem chodzić po lekcjach na angielski, do szkoły muzycznej, na różne kółka. Muszę powiedzieć, że bardzo dużo mi to dało.

Co do nauczycieli i ich zarobków - to już w większości zostało wyjaśnione. A jeszcze jest kwestia nieświadomości jakie wydatki ponosi nauczyciel - kto nauczycielowi zwraca za kartki na sprawdziany, za papier do druku materiałów na lekcje, za tusz, za różne tego typu pierdoły? Kto zwraca za rachunki telefoniczne za rozmowy z rodzicami dzieci z wychowywanej klasy?
moje zdanie
co ten post zmienia pożaliliście się na zarobki instruktora na jego niedole i co to zmienia ?
lżej na duchu co. a kto każe komukolwiek pracować w tym zawodzie "można zostać nauczycielem ,-ką angielskiego"
Interesuje mnie ile może zarabiać lekarz w UK, taki pracujący w przychodni. Ostatnio nauczyciel od angielskiego w mojej szkole, powiedział nam na lekcji, że taki lekarz zarabia 100 tysięcy funtów na miesiąc. Nie uwierzyłam, bo to kosmiczna suma. Na rok jestem jeszcze w stanie uwierzyć, ale nie na miesiąc ! Powiedziałam mu o tym, a on zaprzeczył ! Wiecie coś na temat zarobków lekarzy w UK ?



wow!!!!!!!!!! jak by tyle zarabiali na miesiac byli by najbogatszymi ludzmi w europie a Uk ma najgorsza słuzbe zdrowia w europie...
dla porownania łebski facet menadżer po dobrych studiach pracujacy w dobrze rozwijajacej sie fabryce ma okolo 60 tys funtow rocznie i to jest najwyzszy zarobek w UK jesli chodzi o "normalnych " ludzi.. reszta powyzej to juz tylko wlasciciele i dyrektorzy
a przecietny lekarz zarabia okolo 25 / 30 tys rocznie .. to maks.. chirurg z dobra specjalizacja zarabia okolo 40 tys rocznie .. dentysta prywatny ktory takrze robi protetyke oraz skomplikowane operacje ma okolo 45 tys funtow rocznie .. a taki lekarz od operacji plastycznych .. no to ten se moze poszalec.. zalezy ile ma kientow.. ale zarobki ma powyzej 50 tys... ale tez rocznie .. i to są baiońskie sumy .. nie daj sie zwariowac.. a jesli naluczyciel Ci mowi ze lekarz tyle zarabia to pomysl o zmianie naluczyciela.. jesli Was tak ze wszystkim oszukuje to moze sie uczysz jakiegos innego jezyka niz angielski a nawet o tym nie wiesz...

a jesli ktos powie mi tu ze sie wymądrzam ze takie stawki podaje to prosze niech sie zapozna ze statystykami UK a potem mi zwraca uwage.. statystyki to podstawa marketingu a to juz tylko czysta ekonomia to co kocham pozdro dla was i dla lekarzy ktorzy maja miesiecznie ponad 100tys .. wow
Julka ma rację, ale i w twojej wypowiedzi jest trochę prawdy.
prawda jest taka ze zawsze bedziemy tu druga klasa ludzi moze nasze nastepne pololenie cos zwalczy ale anglia zawsze bedzie rasistowska


Nie chodzi o rasizm, bo to zupełnie co innego, tylko o mocno zakorzenioną w Anglii tradycję klasowego społeczeństwa. Mimo że oficjalnie się z tym walczy, to jednak tutaj określa cię w dużym stopniu to jaki szczebel społeczny zajmujesz. Możesz czytać Platona w oryginale, ale jak pracujesz w fabryce to pewne drzwi będą przed tobą zamknięte. Z drugiej strony jak będziesz np. lekarzem to będą do ciebie podchodzić z respektem, mimo że po za tym będziesz ćwokiem.
Sam tego doświadczyłem, kiedy pewna niemożliwa rzecz stała się magicznie możliwa gdy zapytano mnie czym się zajmuję (i wcale nie chodziło o zarobki).

Prawda jest, ze spoleczenstwo klasowe jest w nich nadal zakorzenione...ale wiele tez zalezy wlasnie od znajomosci/nieznajomosci jezyka. POdam przyklad z zycia. Jakis czas temu znajoma poprosila mnie o pomoc w zalatwieniu sprawy w szkole jej corki. Chodzilo o przeniesienie jej do innej grupy z kilku roznych powodow. Kiedy uczennica o to prosila, to nikt nie bral jej zdania pod uwage ze wzgledu na jej wiek,a jezyk zna juz w miare dobrze. Kiedy jej mama chciala cos zalatwic tez jej nikt nie sluchal, bo nie mowi plynnie po angielsku (chociaz jest bardzo astertywna osoba, ktora ogolnie nie ma problemow z zalatwianiem spraw). poszlysmy razem do szkoly, porozmawialysmy z wychowawca grupy, a pozniej z Pania dyrektor, ktora nic o sprawie nie wiedziala i jeszcze sie nauczycielowi dostalo, bo przeoczyl to, (a raczej dla wlasnej korzysci to zrobil, bo miala bardzo dobre wyniki w nauce i powiekszala poziom grupy!!!) ze uczenica miala byc w ogole w klasie wyzej!!! Po paru dniach corka znajomej byla juz w innej klasie i grupie!!

Wniosek taki, ze nawet najbardziej elokwentna, wyksztalcona osoba, ktora nie jest w stanie wypowiadac sie po angielsku, nie zawsze bedzie traktowana z szacunkiem. Czasami wydaje sie, ze traktuje sie takie osoby jako nizsza kategorie, albo jako psychicznie chorych, bo wiadomo jesli ktos nie zna jezyka, to stara sie przekazac informacje na wszelkie sposoby, nawet machajac rekoma i nogami, jakajac sie, wypowiadajac pojedyncze slowka. A to niestety czesto uwazane jest za odmiennosc i dziwactwo.
ja skonczylam ten kurs
gratuluje bedziesz 2 polka
co do zarobkow to standard 3,5£-4£ za godz od dziecka
zapotrzebowanie zalezy od dzielnicy
w czasie trwania kursu dostaniesz wszystkie informacje dotyczace zapotrzebowania w twojej okolicy
co do spotkan to co miesiac sa spotkania childminder ale nie trzeba bywac
nowosci z zakresu prawa i nhs
bedziesz co nmiesiac dostawac gazetki w ktorych jest dokladnie to samo co na spotkaniach
powodzenia


Witam,
po przeczytaniu Twojej informacji bardzo sie zdziwilam ze sa takie kursy .Moj kurs ktory trwaL kilka lat jest tego odpowiednikiem ale az mi sie nie chce wierzyc ze zmarnowalam tyle czasu.Oczywiscie mam papiery i cala reszte no moze z ta roznica ze pracuje jako pomoc nauczyciela czego Ty po az 3 dniowym kursie nie mozesz zrobic...CHYBA??? a moze JEDNAK??? Nie rozumiem tego jak mozna stac sie opiekunka do dziecka w 3 dni ale DZIEKUJE ze napisalas o tym bo teraz wiem jak robic inne kursy ) Oczywiscie nie omieszkalam zadzwonic pod podany przez Ciebie numer telefonu.Rozmawialm z bardzo sympatyczna pania ktora potwierdzila ze kurs trwa 3 pelne dni.Przysylaja do domu informacje z ktorymi nalezy sie zapoznac a potem nic innego tylko rozpoczac kursik.Osoby ktore robia taki kurs sa sprawdzane przez policje.Jezeli chcesz sie zajmowac dziecmi we wlasnym domu to napewno zostaja sprawdzone warunki w jakich mieszkasz jak rowniez sprawdzane sa wszystkie osoby powyzej 16 roku zycia mieszkajace w danym domu. Po 6 miesiacach jak juz przejdziesz "testy spradzajace" i przeswietlenia nawet Cie oficjalnie zarejestruja.To zabawne ze istnieja takie kursy ale teraz juz wiem dlaczego tak nieodpowiedzialne sa angielskie childminder.Ciesze sie ze nasze POLSKIE Panie wreszczie zaczynaja robic te kursy bo teraz rodzice beda spokojni o bezpieczenstwo swoich malenstw. TRZYMAM KCIUKI ZA WAS KOBITKI!!!
Pozdrawiam bardzo serdecznie
Zależy jak znasz japoński. Ale z IV poziomem JLP można pracę "na zmywaku" znależć za circa 1000 jenów na rękę. Normalna pensja na początku to powiedzmy 250 tysięcy jenów, mój kolega zarabiał tyle mniej więcej, firma mu do tego opłacała mieszkanie. Pracował jako informatyk, ile zarabia teraz (bo zmienił pracę), nie wiem. Inny kolega, Polak, pracował w szkole językowej, uczył angielskiego. Zarobki obcokrajowców nie są jakoś różne od zarobków Japończyków, wszystko zależy od tego, co umiesz i jak dobrze znasz japoński. Obcokrajowcy jakich znam, pracują jako nauczyciele (jeśliś native speaker, to bez żadnych problemów znajdziesz pracę), albo własną dzialaność gospodarczą prowadzą. W krajach takich jak Japonia można wyróżnić dwie grupy - wysoko wykwalifikowani specjaliści, którzy nawet nie znaja japońskiego i pracują jako konsultanci, managerowie oraz biedotę, np. Chińczyków, którzy robią głównie w gastronomii. Do tego w Japonii dochodzą nauczyciele angielskiego i inne grupy, np. artyści. (To Ci, którzy mają własną dzialaność gosp.) Bezrobocie w Japonii to 5-6%, a sądzę, że jego wzrost wynika głównie z ruchu na rynku pracy. Już nie ma zatrudnienia na całe życie, więc osoby, które chwilowo pozostają bez zajęcia między jedną pracą a drugą, są widoczne w statystykach.
Niestety, ponieważ jestem studentem, to bardziej znam funkcjonowanie japońskiego uniwersytetu niż rynku pracy. Może tutaj:
http://www.escapeartist.com/japan/japan5.htm
wśród linków znajdziesz jakieś informacje. Są strony z ogłoszeniami firm skierowanymi do obcokrajowców. Z egzotycznych zajęć, to można pracować jako hosto, czyli żigolak w nocnym klubie ^__^. Rekordzista zarobił 3 mln jenów w miesiąc. (Japończyk) Są kluby, w których się mówi po angielsku.
Z pracą trzeba uważać, jak ogłoszenie jest po japońsku, to znaczy non-gaijin only, a nawet jak po angielsku jest też, to mogą się dziwnie patrzeć. A z kolei są firmy, które się nastawiają na obcokrajowców.
Jeśli MadSun chcesz pojechać do Japonii w miarę bez stresu, to polecam monbukagusho, czyli stypendium rządu japońskiego. Starają się o nie różni ludzie np. wraz ze mną aplikowała kobieta, która się zawodowo zajmuje teatrem, tańcem i sztukami plastycznymi. W Japonii chciała się uczyć tańca tradycyjnego.[/url]
Duzo specjalizacji w teorii, ale w praktyce to trzeba miec konkretne plany
na przyklad laczyc angielski z ekonomia etc. Zareagowalam tak a nie inaczej, poniewaz duzo mlodych ludzi ma kompletnie mylne pojecie o realiach, w jakich budzi sie przecietny absolwent filologii. Tlumacz/nauczyciel to standardowa sprawa, ale wiele osob mysli, ze idzie na studia filologiczne, zeby pouczyc sie jezyka - a to totalna strata czasu, na studiach NIE UCZA jezyka, tylko w danym jezyku zapychaja glowe gucio-wartymi tresciami. Bardziej oplaca sie isc na jakis kurs/studium intensywne, aby w ciagu takiego roku, kiedy chcecie "kiblowac" wyrobic sobie dodatkowo jakis papierek, rozwinac jakies umiejetnosci, zdobyc doswiadczenia, ktore potem okaza sie przydatne. Polaczyc to z zarobkiem i uczyc sie zaoczenie/wieczorowo i wyjdzie sie w ciagu tego roku o wiele lepiej, niz "dziubniecie" studiow filologicznych [tu:anglistyka]. Pierwszy rok to jest absolutny syf, przesiew i odrzut. Gramatyka opisowa, gramatyka praktyczna, literatura, jezykoznawstwo.. to nie najlepszy sposob na wyrobienie sobie umiejetnosci jezykowych, tylko dobry sposob na masochistyczne spedzanie czasu. Bardziej oplaca sie roczny wyjazd... z takich instytutow jak Zeus. Ersamus czy Socrates lub inne. Pierwszy semestr to wielkie ZZZ, drugi semestr, jesli sie zaliczylo pierszy to ZZZ i realizacja, co wlasciwie zrobilo sie w ciagu ostatnich 10 miesiecy...
Z doswiadczenia swoich znajomych wiem, ze nauka jezyka i szlifowanie umiejetnosci jezykowych odbywa sie na studiach malo skutecznie i szczesliwie. Duzo sie kuje, mnostwo sie zapomina. Nauka calej rekcji czy deklinacji w ciagu 1 lub dwoch dni na zalke nie jest idealnym sposobem na to, aby zostalo duzo w pamieci.
Jesli chcecie zostac pzy egzotycznej filologii, to jest to ideowo piekne, ale anglistyke jako przestoj odradzam. Juz lepiej siedziec w domu i nauczyc sie projektowania stron lub programowania w javie ;p
Nauczyciele i asystenci

Absolwenci filologii - szczególnie angielskiej i polskiej - mają największe szanse na znalezienie pracy jako nauczyciel, asystent nauczyciela lub specjalna pomoc nauczycielska (SEN). - Angielscy pracodawcy doceniają nasze gruntowne wykształcenie - mówi Anna Szymczak z działu edukacyjnego firmy Hays w Londynie. - Pod tym względem Polacy wypadają zdecydowanie lepiej niż np. Australijczycy, którzy również starają się o pracę w tutejszych szkołach - dodaje. Zatrudnienie w tych zawodach najłatwiej jest znaleźć przez angielskie agencje pracy, specjalizujące się w wyszukiwaniu personelu do szkół. W samym Londynie jest kilkadziesiąt firm, które pośredniczą w rekrutacji do pracy w podstawówce lub liceum. Warto zarejestrować się w którejś z największych tego typu agencji - Reed Education, Hays Education, Tradewind Recruitment lub Itnmark Education (www.itnmark.com).

Szczególnie dużym wzięciem cieszą się asystenci nauczycieli (teaching assistants) do angielskich podstawówek. - Zatrudnieni na tym stanowisku głównie pomagają nauczycielowi w prowadzeniu zajęć, zaopatrują klasy w niezbędne materiały, często też zajmują się dziećmi, którym nauka idzie trochę gorzej - wyjaśnia Anna Szymczak. Asystenci zarabiają od 50 funtów (242 zł) za dzień. Lepsze pieniądze czekają na pracujących jako specjalna pomoc nauczycielska, czyli SEN - Special Education Needs. Dzień zajęć z uczniami chorymi na autyzm to zarobek rzędu 120-140 funtów (585-680 zł). Podobne wynagrodzenie można uzyskać, pracując jako nauczyciel w angielskiej podstawówce. Jednak by pracować w tym zawodzie, trzeba znać bardzo dobrze język. Warunkiem otrzymania statusu wykwalifikowanego nauczyciela - co uprawnia do prowadzenia zajęć w angielskich szkołach - jest uzyskanie tzw. QTS (Qualified Teacher Status).

Do pracy w angielskiej szkole wymagane są dokumenty, które warto przygotować jeszcze w Polsce. - Ważne, by przed wyjazdem za granicę przetłumaczyć dyplom uczelni, studium lub certyfikat ukończenia jakiegoś kursu - mówi Anna Szymczak. - Warto wziąć ze sobą referencje potwierdzające odbyte praktyki, staże czy pracę w Polsce. W przypadku pracy z dziećmi agencje będą też pytać o polskie i angielskie zaświadczenie o niekaralności, czyli CRB check. Jeśli kandydat nie ma tego dokumentu, nasza agencja wyrabia go w imieniu pracownika - dodaje. Najwięcej aktualnych ofert znaleźć można na stronie www.gumtree.com w zakładce "teaching/nursery".
Tak mnie naszlo po kilku tygodniach przepracowanych w szkole... Jest to szkola dla dzieciakow od 4 do 7 lat ( an Infant School - slowo "infant" nie oznacza w tym znaczeniu niemowlat), pracuje w dwoch klasach Year 1 ( 5-6latki) no i mam dosc sporo polskich dzieckow, kilka slowackich i czeskich, reszta glownie angielskie pociechy. Po tych kilkunastu dniach zdalam sobie sprawe, ze rodzice na ogol krzywdza te polskie dzieciaki. Rozumiem, ze kazdy z nas przyjechal tutaj na zarobek, badz lepsze zycie, rozumiem takze, iz wiekszosc zabiera ze soba cala rodzine, ale nie rozumiem faktu, jak rodzice nie znajacy podstawowych angielskich slow, nie wykazujacy najmniejszej checi by zdobyc takowa wiedze, wysylaja 4,5,6,7 latki do angielskiej szkoly - gdzie dzieci takze nie maja angielskiego opanowanego - co jest sprawa zrozumiala. Skoro w domu nie ma angielskiego, a w szkole jest, polskie dzieciaki zaczely popadac w rozne stany chorobowe. Juz mam jednego szczesciolatka z atakami paniki, i wcale sie mu nie dziwie - sam w grupie dzieci, mowiacych do niego w zupelnie obcym jezyku, nauczyciele mowia cos do niego - a on nie wie co sie dzieje... To tak, jakby nas wyslac gdzies do Nepalu i zostawic na pastwe losu... Chociaz my przynajmniej mozemy zdobyc sie na odwage i zaczac machac rekami badz rysowac rzeczy o ktore nam chodzi... A dziecko? Jest mi naprawde przykro widzac takie sytuacje, nauczyciele staraja sie jak moga, ale w grupie 22 dzieci trzeba pilnowac wszystkich i na wszystkich skupiac swa uwage, a nie tylko na jednym... Rozmowy z rodzicami niewiele pomagaja... Bo sami angielskiego nie znaja i naprawde nie wykazuja zadnych checi by sie go uczyc... Tak sie zastanawiam, czy w ogole zdaja sobie sprawe z tego co robia swym dzieciakom... Moze Macie jakies inne doswiadczenia???

Prosze Jedrule o potraktowanie powyzszego postu powaznie.... Jakem powazna osobka

begin quoted message:

:hmm ? -nie leechera - to na pewno nie - po prostu idee tego co bylo
:warezem
:kilka lat temu i tego co jest teraz zle postrzegane wlasnie przez tych
:lebkow handlujacych na lewo i prawo
:
:Konkretna idee prosze :) Nie uogolniac :)
:
:Ty sie ciesz, dzieki tym lebkom mamy ceny jakie mamy :)

nie - ja od dawnychczasowmialemdostep do oryginalow po cenie hurtowej -
teraz tez nei narzekam - kupuje glownie anglojezyczne wersje a tu ceny nie
wynegocjujesz - nie narzekam - poza tym uwazam ze wydanie 100 zl na oryginal
angielski gry ktora mnie np wciagnie na pol roku to niestrata kasy

:Gdyby ich nie bylo - toby sobie dopiero wytwoornie, dystrybutorzy, wydawcy
:pouzywali :)))

i by nic nie sprzedali

:A ww. programista/informatyk i tak by wiecej nie zarobil ;) Mozesz mi
:wierzyc :)

tu jest jak z pisoenkarzami - aleto eseje na dlugie dysupty ;p

:Damador, nie chce Cie obrazic, ale to tak jak dawno temu przemoowil do mnie
:moj nauczyciel od P.O.

ja sien ie obrazam na nic i nikogo - chyba widac ;p
piractwo nie pomaga - wymusza stosowanie zabezpieczen gier po to by zwyklu
przedszkolak nie przegral gry

:''Mowil mi kiedys przyjaciel - 'palenie szkodzi zdrowiu, psuje Ci pluca,
:dostaniesz raka! Nie pal! To nie jest dobre!'
:Mysle - moze i ma racje...
:Nastepnego dnia, widze jak idzie przez ulice z papierosem w ustach...
:Mysle - DEBIL''

nie pale od urodzenia - kazdego znajomego z fajkiem gonie ... immo
niepotrzebny nalog - zamiast wydawac kase na fajki mozna np kupic oryginala
( srednio palisz paczke dziennie - paczka ! 4 zl daje120 .miesiac = nawet 2
polskie oryginaly )

:Widzisz, stajesz w obronie informatykoow, aktywnie ich okradajac zasysajac
:dzisiaj np. Highland Warriors :) Kupiles prawa do uzytkowania tego softu?
:nope :) A trabisz o moralnosci :))

pl.rec.gry.komputerowe - tam mowilem jak traktuje wersje warezowe gier - jak
dla mnie sa to wersje demo

poza tym dopoki sciagam / kopiuje / tne / pale edytuje obraz - to jest to
calkowicie legalne - inna sprawa to instalacja tego to mam

:Co do Idei warezu - Hitler tesh mial Idee ;) Brzydkie, podlegajace
:konsekwencjom prawnym rzeczy owlekamy w piekne slowa - nadajemy Warezowi
:miano Idei :)

nie - - moze zle sie wyrazilem - ale chodzi mi o to ze warez nie powstal po
to by zaopatrywac biedne dzieci w gry /programy ( i ostanio jeszcze dawac
zarobek ) alepo to by mozna bylo wyprobowac pelna wersje pred kupnem - co
czynie

:Aaaaj, cos tu nie gra ;) Jak robie cos -niemoralnego- to sie do tego
:przyznaje otwarcie, albo siedze cicho :)

moralnosc to pojecie wzgledne - kazdy ma swoje pojecie idealow i moralnosci
- dla mnie morlne jest to co rozbie i z czym sie dobrze czuje / co mi na
sercu nei zalega / - mam tez specyficzne podejscie do ogolu ludzi ( nie
mowie do dzieciarni z sieci - ale do ogolu ludzi w realu - kto mnie zan sam
sie dziwi czemu nie jestemtaki jak inna szara masa


(...) Czuję się tak,
jakbym odpierała ataki, a prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, o co atakującym
chodzi.
(...)
A może o to, żeby w ogóle zapomnieć, że istnieją jakiekolwiek problemy i
wszystkie dzieci traktować jednakowo, jako zdrowe, w pełni sprawne, o
jednakowych możliwościach, dając im jednakowe szanse w szkole?
(...) Są szkoły specjalne dla dzieci
upośledzonych psychicznie, dla niewidomych, dla głuchoniemych. Moim skromnym
zdaniem jest to w pewnym sensie dyskryminacja, bo te dzieci na pewno czują
się dyskryminowane, inne, gorsze. (...)
Zaczęłam nowy wątek, ale nie wiem czy czas już skończyć dyskusję na ten
temat, bo właściwie jak na razie do niczego ona nie prowadzi, czy może
kontynuować. Jeśli tak, należałoby chyba najpierw sprecyzować, o czym
dyskutujemy.



No to napisz, o co CI chodzi, konkretnie, zadaj pytanie
inne, niż "O co chodzi?"

Co do dyskryminacji i nierówności szans, nie da się
ich wykluczyć jakimkolwiek administracyjnym sposobem.
Jest zbyt silne parcie rodziców na to, żeby to ICH,
a nie cudze dziecko było lepsze, miało lepsze stopnie
w szkole. Potem ono samo będzie już dbało o to, żeby
zdobyć lepszą pracę i więcej zarabiać. Też niekoniecznie
w sposób demokratyczny, boć mało demokratyczne jest
zazwyczaj zróżnicowanie zarobków.

Liceum, w którym uczy się moje dziecko, zorganizowało
sobie klasę, w której nauczyciele uczą po angielsku,
a uczniowie wezmą udział w tzw. maturze międzynarodowej.
Do klasy tej uczęszczają dzieci, których rodziców STAĆ
na dopłatę. Nauczyciele zarabiają tam dwukrotnie więcej
niż w innych klasach, a opłaty są wykorzystywane na te
dopłaty do pensji nauczycielskich. Pomijając korzyść
z nauki języka obcego mogę z dużą pewnością powiedzieć,
że merytorycznie jest tam bardzo przeciętnie. Ale tworzy
się w ten sposób elitę. To skutek nacisku rodziców, tych
zamożniejszych, my możemy co najwyżej powykłócać się
z władzami szkolnymi, żeby tak już zupełnie nie zapominały
o reszcie dziatwy i młodzieży. Żeby, jak piszesz, "nie
czuła się ona dyskryminowana". Ale faktów to nie zmieni,
bo władze, także szkolne, liczą się z biedniejszymi tylko
jako z masowym elektoratem, i to w czasie wyborów.

Powyższe ma z językiem polskim związek niezbyt może ścisły.
Wystarczy polubić czytanie książek i jakoś ta ortografia
się utrwala. Dyskutować lepiej o konkretach, inaczej
będzie to tzw. mniemanologia stosowana. Ja np. mniemam,
że może i lepiej dać bogatym możliwość uczenia dzieci
w uprzywilejowanych szkołach lub klasach, bo w ten sposób
przestaną oni dofinansowywać sprzedajnych psychologów.
Może wtedy wreszcie klarowne się stanie, kto jest
prawdziwym dyslektykiem lub dysgrafikiem, czyli ilu ich
jest naprawdę. Ja mniemam, że mniej niż 10%.

Jan


| A może o to, żeby w ogóle zapomnieć, że istnieją jakiekolwiek problemy i
| wszystkie dzieci traktować jednakowo, jako zdrowe, w pełni sprawne, o
| jednakowych możliwościach, dając im jednakowe szanse w szkole?
| (...) Są szkoły specjalne dla dzieci
| upośledzonych psychicznie, dla niewidomych, dla głuchoniemych. Moim
skromnym
| zdaniem jest to w pewnym sensie dyskryminacja, bo te dzieci na pewno
czują
| się dyskryminowane, inne, gorsze. (...)
| Zaczęłam nowy wątek, ale nie wiem czy czas już skończyć dyskusję na ten
| temat, bo właściwie jak na razie do niczego ona nie prowadzi, czy może
| kontynuować. Jeśli tak, należałoby chyba najpierw sprecyzować, o czym
| dyskutujemy.
Jan
No to napisz, o co CI chodzi, konkretnie, zadaj pytanie
inne, niż "O co chodzi?"



Moje pytania są powyżej, a także w innym poście kierowanym do przedmówcy,
ale powtórzę:
"...chętnie poznam Twoje uzasadnienie pierwszego (Twojego) zdania w tej
dyskusji:  "Tak zwana "dysleksja" jest rozdętą, szkodliwą bzdurą, wspieraną
przez władze oświatowe."

Jan

Co do dyskryminacji i nierówności szans, nie da się
ich wykluczyć jakimkolwiek administracyjnym sposobem.
Jest zbyt silne parcie rodziców na to, żeby to ICH,
a nie cudze dziecko było lepsze, miało lepsze stopnie
w szkole. Potem ono samo będzie już dbało o to, żeby
zdobyć lepszą pracę i więcej zarabiać. Też niekoniecznie
w sposób demokratyczny, boć mało demokratyczne jest
zazwyczaj zróżnicowanie zarobków.



Tak, niektórym chodzi tylko o dobre stopnie, innym o to, żeby nauczyć się
pisać i czytać bez przepłacenia tego ciężką nerwicą w najlepszym wypadku...

Jan
Liceum, w którym uczy się moje dziecko, zorganizowało
sobie klasę, w której nauczyciele uczą po angielsku,
a uczniowie wezmą udział w tzw. maturze międzynarodowej.
Do klasy tej uczęszczają dzieci, których rodziców STAĆ
na dopłatę. Nauczyciele zarabiają tam dwukrotnie więcej
niż w innych klasach, a opłaty są wykorzystywane na te
dopłaty do pensji nauczycielskich. Pomijając korzyść
z nauki języka obcego mogę z dużą pewnością powiedzieć,
że merytorycznie jest tam bardzo przeciętnie. Ale tworzy
się w ten sposób elitę. To skutek nacisku rodziców, tych
zamożniejszych, my możemy co najwyżej powykłócać się
z władzami szkolnymi, żeby tak już zupełnie nie zapominały
o reszcie dziatwy i młodzieży. Żeby, jak piszesz, "nie
czuła się ona dyskryminowana". Ale faktów to nie zmieni,
bo władze, także szkolne, liczą się z biedniejszymi tylko
jako z masowym elektoratem, i to w czasie wyborów.



Z tego co wiem, jeśli ktoś chce pisać międzynarodową maturę, może to zrobić
i nie musi z tego powodu ponosić dodatkowych kosztów w szkole.

Jan
Powyższe ma z językiem polskim związek niezbyt może ścisły.
Wystarczy polubić czytanie książek i jakoś ta ortografia
się utrwala.



W przypadku dzieci bez problemów z dysleksją - jak najbardziej tak. Ja sama
nauczyłam się poprawnego pisania nie ze słownika, tylko dzięki czytaniu w
dużych ilościach.

Jan

Dyskutować lepiej o konkretach, inaczej
będzie to tzw. mniemanologia stosowana. Ja np. mniemam,
że może i lepiej dać bogatym możliwość uczenia dzieci
w uprzywilejowanych szkołach lub klasach, bo w ten sposób
przestaną oni dofinansowywać sprzedajnych psychologów.
Może wtedy wreszcie klarowne się stanie, kto jest
prawdziwym dyslektykiem lub dysgrafikiem, czyli ilu ich
jest naprawdę. Ja mniemam, że mniej niż 10%.



Jakie znaczenia ma to, czy jest ich 5, 10 czy 15 %? Chyba nie to jest
problemem.
baya

W zwiazku z ostatnio mocno aktualnym tematem pracy za granica, zapytam czy ktos ma jakies doswiadczenie odnosnie pracy w Norwegii?
Z tego co zdazylem sie zorientowac to w tym zaledwie 4 milionowym kraju zbyt duzo ofert nie ma, ale czasami jednak cos sie pojawia, a jedne z najwyzszych zarobkow na swiecie zachecaja do wyjazdu wlasnie w tej rejon Europy.
Interesowaloby mnie praktycznie wszystko poczawszy od rekrutacji po warunki pracy i podejscie pracodawcow do pracownikow spoza Norwegii poslugujacych sie wylacznie j. angielskim.
--
Alex


Witaj
Byłem kilka razy w Norwegii, raczej turystyczniew Oslo bo siostra tam siedzi już 12 lat, ale w 2000 roku miałem 2 tygodniową pracę w branży IT. Wtedy sprzęt Cisco konfigurowałem za pomocą angielskich manuali itp. Potrzebowali kompletnej reinstalacji 3 jednostek serwerowych głównie Linux oraz FreeBSD (wymiana sprzętu) oraz prostą konfigurację trzech przełączników i jednego routera Cisco. Do tego doszło dużo wymyślonych rzeczy na poczekaniu itp. ogólnie 100h pracy płatne wtedy po 350 koron/h - to wszystko załatwione przez znajomego znajomych siostry. Dla nich to było na te czasy mega atrakcyjne. Dla mnie 19 latka z 2 letnim doświadczeniem w sieciach to był świetny zarobek i pamiętam to do dziś no a przede wszystkim doświadczenie. Niestety kontakt mi się urwał, bo firmę kupiły linie lotnicze Braathens i ogólnie były czary mary a szkoda. Wtedy stawka godzinowa inżyniera Cisco CCNP oscylowała w granicach 800 koron/h i to była normalna cena (mała firma). Ludzie mili, dużo przerw w pracy, żarcie w lodówkach firmowych i takie tam pierdoły. Jeżeli chodzi o rozmowę o wynagrodzeniu: ustalana indywidualnie z tobą, nie ma rozmowy z kolegami o kasie bo się obrażają i uważają to za nieetyczne (czytałem posta na tym forum kiedyś i zgadzam się w 100% z tym, że nie powinny być te tematy poruszane - nie to co w PL, tylko o tym się mówi ). Wymagają: język (Angielski wystarczy ale musi być fluent, Norweski podstawy), zawsze patrzą na wykształcenie i kursy, certyfikaty, papierki. O bonusach typu samochód można raczej zapomnieć, komunikacja jest niezła przynajmniej w Oslo, więc nie jest potrzebny. Premie chętnie rozdają jak widzą, że się przykładasz do pracy. Okres próbny - zazwyczaj 2-3 miesiące. Jak już Cię sprawdzą, to umowa o pracę. Wybór w ofertach - średni. Ale jak szukasz, to Oslo lub Bergen ewentualnie Trondheim bo gdzie indziej to popadniesz w depresję. Plusy: świetna kasa terminowo wypłacana , bogaty kraj, nie marudzą że drogo, szanują Cię za przykładanie się do pracy, miła atmosfera, kultura wśród kierowców, tanie bilety lotnicze Norwegian, (KRK, WAW), ładny kraj, mało ludzi, porządek i spokój (aczkolwiek ostatnio to dużo Polaków się kręci pseudo firmy zakładają, powyklejane samochody jak choinki), blisko do PL, wady: drogie życie (w zasadzie to RTV AGD 20% droższe niż w PL, samochody podobnie, wynajem mieszkań około 4000 koron można już fajne wynająć, najdroższe to komunikacja, restauracje i jedzenie w sklepach, najgorsze jest to, że drogie i mi nie smakuje, paliwo podobnie jak w PL (może koło 10 koron/L=~4,5-5zl zależy od kursu), mało atrakcyjne kobiety, nie kupisz piwa ani % po 19, ciemność w zimie, czasem dziwne myślenie Norwegów, [wycięte], duże podatki. Odnośnie podejścia pracodawców - w Norwegii często mówią, że Skandynawia przegrała bitwę o fachowców z PL i gorzko tego żałują (po prostu wszyscy wyjechali na wyspy). Są mili i sympatyczni i normalni - inwestują w pracownika - wysyłają na kursy i szkolenia. Jeżeli będziesz zatrudniony i będą Cię potrzebowali i staniesz się niezbędny - masz szansę na dużą kasę. Pomagają w sprawach papierkowych, nie ma problemu ze ściągnięciem żony, dziecka. Nawet dla dziecka Państwo organizuje kursy językowe (osobny nauczyciel PL - NO), aby mogło się "oswoić" z nowymi kolegami z przedszkola. Sorki a odgrzewany post, ale dziś się zarejestrowałem i klikam aby ci paru rad udzielić. Masz pytania pisz. Pozdrawiam

//edit: wyciety rasistowski komentarz
I nie pracuje w żadnej szkole językowej czy cos w tym stylu, ot indywidualne korepetycje. Jak widać wystarczy chcieć, a można nieźle zarabiać. A nie olac, zapisać się do związków (które w obecnej formie, sa największą zaraza w kraju).
Ja rozumiem, nauczyciel angielskiego, niemieckiego czy matematyki, ma lepsza okazje by dorobić niż ten od polskiego, ale chyba taka osoba sobie od początku zdawala z tego sprawe.



Powiedz to nauczycielom ktorzy wybierali swoj zawod 20 lat temu. Powinni przewidziec te gowniane pensje, ze bedzie trzeba do nich dorabiac? I jeszcze powiedz mi Sherlocku jak maja sobie dorobic nauczyciele odpowiedzialni za klasy 1-3.

Mam brata na anglistyce, jak się zdecyduje zostać nauczycielem, możemy za kilka lat powrócić do rozmowy o zarobkach.



Dobry pomysl, za kilka lat bedziesz zorientowany w sytuacji zarobkowej nauczycieli. I daj sobie kolejnych kilka na zrozumienie tych danych. Ja znam kilku nauczycieli i moge o zarobkach rozmawiac tu i teraz.

Nie do konca rozumiem o co Ci chodzi.
Choc raczej mam wrazenie, ze jestes typowym nierobem, popracowac za granica w wakacje, a na studia iśc po to aby się bawić, dojrzejesz to może zrozumiesz, na chwile obecna,



Widzisz, ja mam wrazenie ze wypowiadasz sie na temat, gowno o nim wiedzac, nie pierwszy raz zreszta. Mozesz sie pienic i pluc jadem dalej, Twoja glupota sie przejmowac nie zamierzam.

Znajdz mi inny zawod, gdzie można pracowac tak niewiele i mieć jeszcze 2 miesiace wolnego, czyli czas, gdzie można jeszcze sporo dorobic



Po raz kolejny, jak maja sobie dorobic ludzie od nauczania poczatkowego?
Znajdz inny zawod, w ktorym doksztalcasz sie na wlasny koszt.
Znajdz inny zawod gdzie na wejscie dostajesz 800 zlotych wyplaty i nie masz gwarancji, ze dostaniesz wyzsza pensje/dostaniesz zatrudnienie na stale.
I ogarnij w koncu, ze nauczyciel nie konczy pracy wraz z ostatnim dzwonkiem w szkole.

Zdaje sobie sprawe z tego, iż kazda grupa, której się stara odebrac przywileje robi wszystko by je zachowac, ale niezrozumiale jest dla mnie, gdy nie dają oni nic w zamian.



Znaczy sie dzieci ucza dla picu? Tak wlasciwie to mlodziez ze szkoly wychodzi jeszcze glupsza? Chociaz w Twoim wypadku moglo tak byc, edukacje mogles sobie odpuscic, wielkiej roznicy by nie bylo.

Chyba, każdy sam wybiera kim chce być w przyszłości i jak zarabiać na zycie? (...) Na razie starasz się udowodnić, ze osoby pracujące jako nauczyciele czy lekarze, nie maja pojecia co ich czeka w przyszłości.



Przekwalifikuj sie po 20 latach pracy w zawodzie, jak sie okazuje ze wladza Ci zrobila psikusa i pracujesz za psie pieniadze.

Ile jest tych wywiadówek? 2 ciągu roku?
Sprawdzanie klasowek? Przecież to jest OBOWIAZEK.
Ewentualnie można było zostac nauczycielem W-Fu, problem by się rozwiązał. Tylko pracownik fizyczny, nigdy nie zabieral pracy do domu, pozostale zawody i tak siedza po godzinach w robocie, kolejny nietrafiony argument.



2? Conajmniej 3 w polroczu.
Ci pozostali ktorzy tez zabieraja prace do domu dostaja znacznie wieksze wynagrodzenie od nauczycieli. I ilu z tych pozostalych musi sie caly czas doksztalcac, za wlasne pieniadze?
Tekst, który przytoczę niżej z pewnością już widzieliście/ czytaliście ale uznałam, że świetnie się będzie nadawał jako początek tematu.

"Taka Polska"

- autentyczny (podobno) artykuł zamieszczony w jednej z francuskich gazet.

"Polska. Oto znajdujemy sie w świecie absurdu. Kraj, w którym co piaty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj brutalnie oderwany od wiekowych tradycji, który odbudował swoja stolice według obrazów Canaletta, a stare miasto odtworzył jako nowe. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny(!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy, a obcy kapitał sie pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym koncesjami rządzą monopoliści. Kraj, ze stolica, w której centrum stoją nowoczesne biurowce, oferujące pomieszczenia po 10-35 USD za metr kwadratowy. Kraj, w którym cena samochodu równa sie trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Państwo, w którym można sobie kupić chodniki, postawić parkometry i płacić państwu tylko 10% podatku od zysku. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym świeta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!), gdzie otrzymanie paszportu do niedawna stanowiło problem, a mimo tego ponad 3,5 mln obywateli rocznie wyjeżdża na wczasy za granice. Jedyny kraj byłego bloku socjalistycznego, w którym obywatelowi wolno posiadać dolary, choć nie wolno mu ich kupić ani sprzedać poza bankami i kantorami. Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku, a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?"

Chciałabym abyście wpisywali tu absurdy z życia wzięte, pisali o tym wszystkim co Was w świecie polityki, sportu, czy "showbiznesu" śmieszy, bawi, a nawet zasmuca. Niekoniecznie musi to być polityka "wysokich lotów" (sic!) z Wiejskiej w Warszawie, chętnie poczytam także (mam nadzieję, że nie tylko ja) o poczynaniach lokalnych władz.

Teraz coś ode mnie
Do rozpoczęcia tego tematu skłoniły mnie wydarzenia z ostatnich tygodni. Otóż w pewnym mieście na północy Polski na radzie miasta dyskutuje się o tym ile można mieć gołębi, ludziom mieszkającym w domach (nie w bloku) w przypadku posiadania psa nakazuje się zrobić dwa ogrodzenia (odległości niestety nie pamiętam ale chodziło o max pół metra), o 6000 zł obcina się budżet przeznaczony na miejską bibliotekę (bo przecież tyle kasy minister daje), przy okazji twierdzi się, że zrobiło się dla biblioteki wiele, w tym czytelnię internetową ( ) a tymczasem to kierowniczka załatwiła darmowe komputery i stworzyła salkę internetową (nie czytelnię ), gdzie za korzystanie z netu się nie płaci. Radzi się na radzie jak to biblioteka jest zbędna (tak! zbędna) - może dlatego, że żaden radny (lekarz, nauczyciel, policjant) w tej instytucji nie był nawet raz. Na spotkaniach AA dyskutuje się komu przyznać koncesję na alkohol. O bankructwie mleczarni dającej zatrudnienie ponad 150 osobom burmistrz miasta dowiaduje się z gazety... Na radzie dyskutuje się również o tym, żeby znowu podwyższyć podatki (które i tak są równe tym płaconym w Warszawie Śródmieściu - serio!), rozmawia się o takich ważnych (sic!) kwestiach, a zapomina o najważniejszym - rozwoju gospodarki, zachęcaniu potencjalnych inwestorów do zainwestowania w mieście, co mogłoby się przyczynić do zmniejszeniu bezrobocia.... Z drugiej jednak strony nie dziwię się, że prywaciarz, który z własnej kiesy sponsoruje np. jakiś ołtarz (a potem burmistrz, wojewoda itp. przy tym ołtarzu udziela wywiadu dla gazety) jest traktowany jak złodziej... Poza tym o czym mają "radzić" radni, którzy w życiu nie mieli nawet sklepu z miotłami bo po miesiącu by zbankrutowali..?
w Życiu Warszawy:

Tysiące nauczycieli wyleci

Aż 10 tys. pedagogów od września może pożegnać się z obecnymi zarobkami, a nawet pracą. Nie poprawili kwalifikacji zawodowych, a 31 sierpnia upływa termin, jaki dały im na to przepisy.

Przepisy Karty Nauczyciela o tzw. stopniach awansu zawodowego weszły w życie 6 kwietnia 2000 roku. Jedną z najważniejszych zmian było zaostrzenie wymagań wobec nauczycieli mianowanych. Pedagogom niespełniającym nowych wymogów stopień (a tym samym wyższe pensje) pozostawiono, zobowiązując jednak do uzupełnienia kwalifikacji w ciągu sześciu lat. Tym, którzy tego nie zrobili, 31 sierpnia z mocy prawa wygasa stosunek pracy.

Najgorzej na wsi.

Problemy kadrowe może potęgować fakt, że zgodnie ze stanowiskiem resortu edukacji wysłanym do kuratorów oświaty nauczyciel musi mieć kwalifikacje do wszystkich przedmiotów, których uczy w ramach pensum. Przykładowo matematyk nie może uczyć fizyki nawet w szóstej klasie wiejskiej podstawówki.

Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmuje: taka interpretacja spowoduje, że dyrektorzy będą zmuszeni odbierać nauczycielom część godzin, a ograniczanie wymiaru zatrudnienia to także obniżanie wynagrodzenia. – Później natomiast będą mieli problem ze znalezieniem nauczycieli z kwalifikacjami, którzy chcieliby pracować jedynie przez kilka godzin – przewiduje Janina Jura, wiceprezes zarządu głównego ZNP.

Na pewno w nadchodzącym roku brakować będzie nauczycieli do nauczania języków obcych, zwłaszcza angielskiego. Jak wskazują najnowsze dane z MEN, potrzebnych jest ok. 18 tys. nauczycieli, by lekcje języka odbywały się we wszystkich szkołach. Szczególnie trudna będzie sytuacja szkół w małych miastach i na wsiach.

– Obawiam się, że podobnie jak w latach 90. nauczyciele angliści będą podejmowali dobrze płatną pracę poza oświatą publiczną – mówi ŻW Jura.

Szewc bez butów.

31 sierpnia może też wiele zmienić w portfelach nauczycieli. Tego dnia mija bowiem termin, jaki na mocy rozporządzenia MEN nauczyciele po studium mieli na uzupełnienie wykształcenia przynajmniej do poziomu licencjatu. – W przeciwnym razie spadną w tabeli płacowej – mówi ŻW Barbara Grygorczyk z olsztyńskiego kuratorium oświaty.

ZNP walczył, by dotychczasowy poziom wynagrodzenia dla tej grupy nauczycieli utrzymać. Resort nie podzielił argumentów związku, uważając, że sześć lat to wystarczająco długi czas na dokształcenie. Także część ekspertów uważa, że nauczyciele sami są sobie winni, jeśli leniuchowali przez ostatnie lata.

Pieniądze na doskonalenie zawodowe są – od dwóch lat na ten cel przekazywany jest jeden procent z nauczycielskich pensji. Pedagodzy nie chcą z nich jednak korzystać. W kasie miasta w Kielcach jest jeszcze ponad 500 tys. zł, które miejscowi nauczyciele powinni wykorzystać, ale tego nie zrobili.

– To m.in. pieniądze dla tych, którzy nie posiadają wymaganych przez Kartę Nauczyciela kwalifikacji i od września będą musieli odejść z zawodu – mówi ŻW Jolanta Kamińska, kierownik referatu edukacji kieleckiego magistratu.
A co dzisiaj jest w Polsce prawicą ??, oto jest pytanie, chyba tylko UPR i NOP.



No tak, zgadza sie. Taki PiS na przyklad jest bardziej lewicowy niz SLD. LPR i Samoobrone to mi nawet trudno zakwalifikowac, bo to po prostu banda kretynow, szczegolnie ci pierwsi. Ale mowiac "prawica" w przypadku Polski wiadomo, co sie ma na mysli, choc ja np. uwazam, ze Samoobrone czasami sie kwalifikuje do prawicy, a czasem do lewicy (w zaleznosci od tego, z kim w koalicje wejda). PO z tych ugrupowan do prawicy niby najblizej, ale tez to nie to. Ale pociesze cie, ze taki np. John Howard to podobno liberal, a z jego wypowiedzi slychac na kazdym kroku konserwatyzm.

Nie liczą się ideały,a jedynie zapchanie własnej keszeni. Ch** z tradycją, kiedy mi się interes dobry szykuje.



I to niestety dotyczy kazdej bez wyjatku polskiej partii...

Ciekawe która partia się odważy na to, w społeczeństwie które przyzwyczajone jest tylko do brania, "społecznej" gospodarki rynkowej, darmowej opieki, darmowego szkolnictwa.



O widzisz, i znowu sie zgadzamy. Polska jest krajem z definicji przegranym i bynajmniej nie przez Kaczorow, Giertycha, Leppera, SLD czy Tuska (choc kazde z nich paleczke do tego oczywiscie dolozylo). Jest przegrana z powodu mentalnosci jaka w tym kraju panuje, a kazdy z tych politykow czy ugrupowan to jedynie odzwierciedlenie tej mentalnosci. Wszyscy narzekaja, ze jest zle, ale jak ktos probuje cos zrobic, to zaraz odezwa sie wszyscy wokol i beda narzekac, ze jest zle, poniewaz przez jakis tam moment moze to uderzyc w ich kieszen. Dlatego przykladowo te stare hadry nazywajace sie pielegniarkami, kute na cztery lapy i strajkujace nie dadza sobie wytlumaczyc pewnych rzeczy. Prawda jest taka, ze owe panie sa swietnie nauczone jak byc pielegniarka i nie pracowac - jak wiekszosc starszych pielegniarek. Dlatego one przy propozycji prywatyzacji (czesciowej badz calkowitej) sluzby zdrowia beda krzyczec glosno o swoje prawa. Wiadomo - jesli musialyby pracowac w prywatnej firmie, to nie mozna by olewac bezkarnie pacjentow i nie mozna by pic przez caly czas kawy. Albo lekarz - idzie taki na nocny dyzur, przychodzi mu kilku pacjentow, a lekarz potem mowi tak: "ach, jaki to byl ciezki dyzur, nic sobie nie moglem pospac". Pytanie jest wszakze, czy placa mu za to, ze na tym dyzurze cos robi, czy ze spi. Co nie zmienia faktu, ze przedstawiciele obu zawodow powinni wiecej zarabiac. Choc niekoniecznie np. 5000 na reke zaraz po studiach.

Z takim podejściem narodu, życzę powodzenia. Zwłaszcza gdy pielęgniarkom zaoferowano że część z 6 mld przeznaczy się na zakup sprzętu, one uznały to za marnotrastwo pieniędzy.
Czyli Owsiak pieniądze z WOP nie powinien dawać na zakup sprzętu alepowinien je przekazywać na 13-tki dla lekarzy, pielęgniarek, górników i nauczycieli - zwłaszcza tych z ZNP.



A to jest tylko potwierdzeniem tego, co napisalem akapit wyzej i co napisze ponizej.

Zeby w Polsce bylo lepiej, musi sie zmienic mentalnosc. Wiem, ze juz sie nieco zmienila, mlodsze pokolenie nie jest juz tak bierne, jak tamto wychowane w PRL-u. Ale niestety czesto jest to pokolenie ludzi, ktorym sie nadal wydaje, ze wszystko im sie nalezy, z czym spotykam sie dosc czesto w Australii. Przykladowo, moj znajomy ma w Australii firme z partnerami z Polski, ktora zajmuje sie zalatwianiem studentom wiz do Krjau Kangurow. Taka firma pomaga zebrac wszystkie dokumenty, jest posrednikiem w kontaktach ze szkola, a nawet pomaga studentom znalezc prace, choc tego nie gwarantuje. Tymczasem ci mlodzi Polacy, przyjezdzajac tutaj, zaczynaja od narzekania na te firme. "A bo zalatwil mi slaba prace, jest malo godzin i malo placa. Poza tym, jestem tu tylko sprzataczem/malarzem/kelnerem/pracownikiem kuchennym (albo czyms innym), a przeciez ja jestem magistrem marketingu/informatyki/politologii/socjlogii (albo czyms innym)". Tylko ze zapominaja o jednym - jak sie chce miec lepsza prace, to trzeba samemu cos w tym kierunku zrobic i trzeba reprezentowac odpowiednie warunki np. miec jakies doswiadczenie zawodowe, no i mowic w miare poprawnie po angielsku.

Istnieje wszakze druga strona medalu. Polscy pracodawcy wciaz nie nauczyli sie szacunku do pracownika. Do tego przerazliwie niskie stawki za prace. Dlatego np. Dzejdzej zarabia 800 zlotych na reke, a jego narzeczona 1000. Nie byloby nic zlego w tych stawkach, gdyby koszty zycia byly odpowiednio niskie. Ale odejmijcie sobie od tej zarobionej sumy sam czynsz, rent i rachunki. Bo nie wierze, ze na takie zarobki dostaniecie w ogole kredyt mieszkaniowy (choc moze sie myle), ale jesli dostaniecie, to wpiszcie ow kredyt zamiast rentu. A przeciez czlowiek ma jeszcze zapewne samochod, ktory trzeba oddawac do przegladu, ktory czasem sie psuje, ktory trzeba raz na jakis czas zatankowac. Do tego trzeba sie wyzywic i ubrac. Jestem przekonany, ze idzie na to duza czesc owych zarobkow i niewiele zostaje. Sprawa jest o tyle beznadziejna, ze w wielu przypadkach pracodawca podniesc zarobkow nie moze, bo dochody jego firmy sa zbyt male. I tak powstaje polskie bledne kolo, sytuacja bez wyjscia.
1
Paweł Ł. ponawiam pytanie: Jakich ty oczekujesz zmian w szkole??



Ja już niczego nie oczekuje. Podziękuję za 3 latka niebawem i tyle.

Wyobrażałem sobie nauczyciela pracującego w jednej szkole, który skupia się na swojej pracy. Ma spokój psychiczny odnośnie zarobków i nie potrzebuje dorabiac jako taksówkarz albo gdzie indziej. Frustracja powinna przekładać się na pozytywną energię do działania...Tak nie jest...
Ma możliwość poszerzania swojej wiedzy, ale nie w darmowych, bezsensownych kursach, które nam czasami w szkołach oferują, tylko np. stać go na nauke języka angielskiego.
Jak widać wszystko ma się wokół pieniędzy. Szkoda, że nauczyciele się nie szanują. Wymyśla się jakieś programy profilaktyczne, wychowawcze, żeby młodzież nie była taka jaka jest, a mi sie wydaje, że problem jest w nauczycielach. Na pewno narasta. Młody nauczyciel musi szukac dodatkowych dochodów, zeby miał co jeść. Znam też starszych, którzy dorabiają. Niech mi teraz ktos powie, że dajemy z siebie 100%. Nie należy nas za to winić. Nas należy winić za to, że nie potrafimy tego faktu zmienić. Nie potrafimy zadbać o siebie. Z drugiej strony jeżeli weźmiemy pod uwagę paniusie, które pracują w szkole, żeby zarobić na kosmetyki, to nie dziwi taki stan rzeczy. Winię za to poprzednie pokolenie. To oni zostawili "mi" w spadku taki stan rzeczy. Zmieni sie to na pewno, kiedy młodzi sie tym zajmą, Ci najwytrwalsi. Ja sie chyba do nich nie zaliczam. Starszym, ustawionym 2000 zł wystarcza...Kurcze, ale tu tez nie chodzi o te zarobki. Ja nie chcę mieć na dom z basenem....

Co niektórzy z "nas" nie wiedzą/nie zdają sobie sprawy chyba, jak poważny zawód wykonują. Mamy wpływ na kształt naszego społeczeństwa za naście lat. Czy wy sobie zdajecie z tego sprawę? W większości szkół brakuje pomocy naukowych/dydaktycznych. Nie zagłębie się w hale sportowe (odnośnie WF). Ilu to z was wykłada własne pieniądze, zeby cos wydrukować, czy przygotować jakies materiały na lekcję. Niech mi tu nikt tylko nie wyskakuje o egzekwowaniu swoich praw. Tak dyrekcja powinna zapewnić nam wszelka pomoc...ble, ble, ble...Jako grupa kształtująca młode osoby, powinnismy mieć zapewnione wszystkie te aspekty o których pisze np:

edzia: Tak się jeszcze zastanawiam, dlaczego to nauczyciel ma się ciągle upominać o ksero, o delegacje, o pomoce naukowe, materiały... o zapłatę za prowadzenie kółka, o takie bardzo przyziemne sprawy... o szacunek...



^ O tym w ogóle nie powinno być mowy, ale dopóki jest, dopóty jest tak, jak jest..

Jolly Roger - nie chce mi sie juz pisać, czego oczekuje...Normalności oczekuje...

edit:
Jak czytam posty basiek70, to mnie krew zalewa. Dobrze, ze nie jestem odosobniony:

basiek70: Jak jest tak źle to zmień zawód



i celna, BARDZO celna odpowiedź/uwaga Jolly Roger

Jolly Roger: A politycy wraz z Broniarzem maja ubaw.


Jak tu może być normalnie. Zasranym obowiązkiem rządzących, jest zmienić taki stan rzeczy. Obudzą się za późno.
Jak już pewnie Ci wiadomo, Japonia jest bardzo wyjątkowym
miejscem. Nigdzie indziej na świecie nie znajdziesz tak wielu okazji aby
zarobić pieniądze.

Nauka Angielskiego

Najpopularniejsza praca dla nowo przybyłych obcokrajowców w Japonii to
nauka Angielskiego. Pomimo tysięcy szkół angielskiego oraz 12 latach
nauki w szkole, poziom Angielskiego w Japonii przeważnie klasuje się na
etapie średnio-zaawansowanym, dostarczając silne zapotrzebowanie na
nauczycieli. Każdy rodzaj szkoły poczynając od szkoły podstawowej,
kończąc na Lotniczych Studiach Wyższych, ma bardzo duże
zapotrzebowanie na nauczycieli angielskiego. Zostanie nauczycielem
angielskiego w Japonii może być świetnym sposobem na zrobienie
pieniędzy potrzebnych do przeżycia, a także zyskaniu nowego
doświadczenia w pracy. Znam osobę która pracując przez dłuższy czas w
Agencji Reklamowe, później została Angielskim Copywriter'em w Japonii i
niezle zarabiała na tym stanowisku, tylko dlatego, że poprostu potrafiła
pisać po angielsku.

Aktorstwo/Moda/Podkładanie Głosu

Bez wątpienia, epicentrum showbiznesu w Japonii jest Tokyo. Jest tam
ponad 60 wielkich agencji młodych talentów, które oferują przeróżną
pracę dla obcokrajowców żyjących w regionie. Wcale rzadko się nie zdaża,
że nowo przybyli do Japonii na wejście dostają pracę za ponad $1000
tygodniowo, kiedy ich znajomi w Polsce walczą o pensję nie
przekraczającą 120 - 200 dolarów. Doświadczenie nie jest wymagane -
wystarcza być z zagranicy i dobrze wyglądać. W rzeczywistości, nawet
bardzo dobrze wykwalifikowani, tancerze, czy aktorzy zostają tam
zatrudnieni na takim samym poziomie jak zwykli ludzie bez
doświadczenia, bez wyróżnień, jedyne co się liczy to dobry wygląd.

Taniec/Hostessing

Japonia przez długi czas była uważana, za jedno z najlepszych miejsc do
pracy jako Tancerz/Hostessa. W dalszym ciągu jest bardzo zyskownym
miejscem pod tym względem, jednak zmieniły się zasady przydzielania
wizy. Podczas gdy jakiś jeszcze czas temu, można było pracować w tym
zawodzie na zwyczajnej wizie 90 dniowej, to teraz wymagana jest
specjalna "Wiza Rozrywkowa" dla ludzi chcących się zatrudnić w takim
biznesie. Dodatkowo nie wystarczy już być piękną blondynką z zachodu,
teraz aby zbić duże pieniądze w tym zawodzie z Japonii, trzeba jeszcze
nauczyć się być miłą i czarującą.

Biznes Ślubny

Biznes ślubny w Japonii jest bardzo dużym rynkiem. Tak zwany "White
Wedding" jest najpopularniejszym rodzajem ceremonii poczynając od
Sapporo do Okinawy, praca przy takich ślubach to nie lada gradka. Za 20
munutową ceremonię można dostać 20,000 Yen i pracować 20 razy w
miesiącu, tylko w Weekendy. Jest to jeden z najlepszych sposobów na
zrobienie pieniędzy w Japonii.

Łowca Talentów

W Tokyo ten rodzaj pracy jest bardzo zyskownym przedsięwzięciem.
Firmy zatrudniają przede wszystkim obcokrajowców i dają prowizję od
kontraktu sięgające 30 - 35 %. Większość "rekruterów" uczyło kiedyś
Angielskiego, najczęściej nie mając żadnego doświadczenia. Jako mówiący
po angielsku, uważani są za ekspertów w kontaktach z Zachodnimi
Firmami, co daje im więcej niż wymagane aby dostać pracę. Praca ta jest
świetną okazją dla tych którzy troche znają Japonię i maja ochotę na
zarobki składające się z sześciu zer.

Umiejętności w posługiwaniu się Japońskim.

Aby uczyć Angielskiego lub być Łowcą Talentów, Japoński jest praktycznie
wcale nie wymagany. Rozmawiając z uczniami po Japoński jest bardzo
niechcianym zjawiskiem - są tam aby nauczyć się Angielskiego. To samo
tyczy się bycia Łowcą Talentów, 95% kandydatów musi efektywnie
komunikować się po angielsku. Jedyne zawody które wymagają mocnej
znajomości Japońskiego, to przedewszystkim praca przy ślubach, potem
bycie Hostessą, kończąc na Aktorstwie, Modzie albo podkładaniu głosów,
gdzie najczęściej mają tłumacza.



iaponia.pl
Żłobki i przedszkola w Wielkiej Brytanii
Żłobek i przedszkole w rozumieniu polskim to Nursary. Istnieją dwa typy: prywatny i państwowy.

Ośrodki prywatne są oczywiście płatne i można do nich posłać dziecko od 3 miesiąca życia. Koszt opieki nad dzieckiem jest zależny od wieku, przy czym im młodsze dziecko tym jest on wyższy i są to kwoty rzędu 400-500 funtów miesięcznie (w zależności od miasta i lokalizacji). Dziecko najcześciej może przebywac w nursary od ok. 8:00 do 17:00. Istnieje równiez możliwosc wykupienia mniejszej ilości godzin (tzw. part-time).

Ośrodki państwowe zapewniają opiekę nad dziećmi od 3-4 lat do momentu kiedy dziecko zacznie szkołe, lecz niestety tylko na 2-3 godziny dziennie.

Aby zmniejszyć koszty opieki nad dziećmi można wystapić do Inland Revenue o jedną z ulg podatkowych. Pierwsza z nich to Child Benefit (ok. 60 funtów na miesiąc). Druga to Child Tax Credit, której wysokość zależy od zarobków rodziców. Niestety Child Tax Credit, mimo tego, iż może pokryć cześć kosztów związanych z nursary jest silnie uzależniony od pensji i dla osób zarabiajacych w granicach średniej krajowej jest bardzo mały. Istnieje co prawda zalecenie rządu brytyjskiego, w którym częsciową opieką (kilka godzin dziennie) mają zostać objęte wszystkie dzieci od 3 roku życia, ale wdrożenie tego pomysłu w życie trwa już od kilku lat z wątpliwymi rezultatami.

Większość LEA (Local Education Authority) w Anglii i Walii oraz EA (Education Authority) w Szkocji (inspektoraty oświaty) organizuje edukację przedszkolną. Mogą to być samodzielne przedszkola (nursery schools) albo klasy przedszkolne i zerówki w obrębie szkół podstawowych. Wiele dzieci uczęszcza jednak do niezależnych, odpłatnych przedszkoli (preparatory schools). Niektóre z takich przedszkoli przyjmują specyficzną filozofię nauczania (np. metoda Montessori). Dzieci mogą również uczęszczać do grup przedszkolnych, organizowanych przez rodziców i organizacje wolontariackie.

Zaczynanie przedszkola

Dzieci zaczynają chodzić do przedszkola w wieku lat 3 lub 4. Można wybrać grupę poranną, popołudniową lub całodniową. W przedszkolu dzieci zwykle spędzaja 3 lub 4 semestry.
Dzieci mogą zostać przyjęte do przedszkoli utrzymywanych przez samorządy lokalne. Decyzję, które dziecko przyjąć podejmuje dyrektor przedszkola. Pierwszeństwo daje się dzieciom, które:
a) mają specjalne potrzeby: wychowawcze, edukacyjne, itp.
b) mają już w danym przedszkolu rodzeństwo
c) maja do danego przedszkola najbliżej

Jeżeli dane przedszkole dziecka nie przyjmie, to od tej decyzji nie można się odwołać. O formularze podań należy się starać bezpośrednio w danym przedszkolu.

Aby dziecko mogło rozpocząć przedszkole na wiosnę, wówczas podanie musi zostać złożone do września poprzedniego roku. Jeśli dziecko ma rozpocząc w lecie, wowczas podanie musi zostać złożone do końca stycznia tego samego roku.

Samorządy lokalne dążą do tego, aby każde dziecko w wieku 3/4 lat miało w całości fundowane lub przynajmniej cześciowo subsydiowane miejsce w przedszkolu. Oznacza to, że oprócz utrzymywania przedszkoli, samorządy dopłacają organizacjom prywatnym i społecznym za każde dziecko w wieku lat 3 i 4, przez 3 semestry. (tzw. nursery education grant). Szkoły takie jednak muszą być zarejestrowane w danej dzielnicy. O to, czy dziecko może dostać dopłatę trzeba dowiedzieć sie na początku każdego semestru.

Każde przedszkole utrzymywane przez samorząd a także szkoły prywatne i społeczne zarejestrowane przez samorzad realizuje taki sam plan nauczania w 6 dziedzinach rozwoju dziecka w wieku 3-6 lat (tzw.foundation stage - etap podstawowy):
1. Rozwój społeczny, emocjonalny i osobowy
2. Komunikacja, język, czytanie i pisanie
3. Matematyka
4. Wiedza i rozumienie świata
5. Rozwój fizyczny
6. Rozwój zdolności twórczych i artystycznych

Pod koniec reception class wiedza, umiejetnosci i stosunek do nauki każdego ucznia zostają ocenione, co pozwala nauczycielom klas pierwszych przygotować plan na następny rok.

Nieznajomość języka angielskiego nie jest żadnym ograniczeniem - dziecku takiemu zostanie po prostu poświęcone więcej uwagi. O szczegóły należy pytać w konkretnym przedszkolu.

>